P-Programowanie

Dlaczego warto studiować (informatykę)

12 sierpnia 2014, kategoria: Studia, Studia i praca

Panuje ogólne przekonanie, że studia w Polsce nic nie znaczą. Panuje ogólne przekonanie, że studia zrobić może każdy, a później i tak nie będzie miał pracy. Popierają i nakręcają to różne internetowe blogi i słabej jakości artykuły. Często ich autorami są osoby, które z własnej winy wybrały nietrafiony kierunek studiów po którym zwyczajnie nie ma pracy. Więc czy warto i dlaczego warto studiować informatykę?

Internetowe porady na temat studiów

W Polsce panuje ostatnio kampania „nie idź na studia” – z taką opinią można spotkać się prawie we wszystkich mediach. Ile w niej prawdy ? Do napisania tego artykułu skłoniły mnie dziesiątki takich artykułów, vlogów, wypowiedzi, które młodym polakom odradzają studiować na rzecz szybszego rozpoczęcia pracy.

Od razu mówię, przed napisaniem tego artykułu nie zaglądałem do żadnych statystyk GUS, kieruje się własnym niewielkim doświadczeniem oraz spostrzeżeniami jakie sam wynoszę z uczelni. Nie będę tutaj lał wody o rynku pracy, ekonomii i zatrudnieniu, ponieważ najzwyczajniej się na tym nie znam. Rynek pracy zmienia się tak szybko a panujące na nim sytuacje można interpretować w tak różnoraki sposób, że mają z tym problem nawet eksperci zajmujący się tym zawodowo. Potwierdza to fakt, że jak dotychczas nikomu nie udało się znaleźć słusznego rozwiązania, które usunie problemy studiów, bezrobocia i zatrudnienia.

W takim wypadku pytam: po co kampania anty-edukacyjna nakręcana w internecie? Jaką wiedzę na temat trendów na rynku pracy ma Mirek prowadzący bloga i zarabiający z reklam AdSense? Z niektórych artykułów jakie można znaleźć w sieci bije wręcz nienawiść do osób studiujących. W takich przypadkach można zakładać, że być może ich autorom nie wyszło życie..? Albo wywalili go z uczelni i wylewa żale na blogu, albo wybrał zły kierunek i nagle stwierdził, że nikt nie zapłaci mu nawet złotówki za jego umiejętności. To jedyne argumenty jakie przychodzą mi na myśl..

Szczególnie duża niechęć do osób studiujących jest widoczna w komentarzach na znanych portalach informacyjnych, pod wszelkimi artykułami dotyczącymi szkolnictwa, studiów i edukacji. Studenci są tam nierzadko wyśmiewani, poniżani, traktowani jak pasożyty. Wielu ludzi ma przekonanie, że absolwenci szkół średnich wybierają się na studia ponieważ nie chce im się pracować. Moim zdaniem jest to zjawisko bardzo negatywne. Smutno jest czytać takie opinie, które w dodatku pisane są przez ludzi dorosłych.

Nietrafione argumenty przeciw studiom

Najśmieszniej na tle całego zamieszania ze studiami, wypadają nietrafione argumenty za i przeciw. Dla mnie sprawa jest prosta: idę na studia ponieważ chcę kiedyś dobrze zarabiać. Mam chęć poszerzania własnej wiedzy i jestem zdecydowany na własny rozwój, którego nie chcę zakończyć na liceum czy technikum. Nie zadowala mnie perspektywa nietwórczej pracy (np. fizycznej), ponieważ wiem, że stać mnie na więcej.

pracownik fizyczny

Chcąc nie chcąc trzeba przyznać: to edukacja, wykształcenie i wiedza są głównymi czynnikami, które determinują poziom dobrobytu ekonomicznego w przyszłości. Dodatkowych zmiennych jest wiele, nierzadko potrzebne są odpowiednie znajomości, jednak ostateczny sukces, mimo że jest wypadkową wielu czynników i tak musi być poparty wiedzą i samorozwojem.

Ludzie często twierdzą, że nie warto studiować 5 lat, ponieważ to zbyt długo. Przecież w tym samym czasie można zarabiać 1500zł netto miesięcznie. Można też wyjechać za granicę, daje to złudne wrażenie dobrobytu, ponieważ pojawia się efekt zarabiania na sprzedawanej walucie. Jakimi wyrzeczeniami jest to obarczone? Rozłąka z rodziną i fizyczna praca to tylko niektóre z nich. Niestety pracownik fizyczny skazany jest na takie samo wynagrodzenie przez całe życie, nie ma szans na awans. Praca fizyczna mimo, że szlachetna i potrzebna, nie daje możliwości awansów zawodowych.

Student przez kilka pierwszych lat musi dostawać pieniądze od rodziców, jednak po zdobyciu wykształcenia jego sytuacja materialna i społeczna przeważnie znacząco się polepsza. W dodatku ciągłe zdobywanie doświadczenia zawodowego daje ludziom z wykształceniem wyższym szansę na awans i poprawę warunków życiowych.

Można to porównać do spinania się po drabinie kariery. Studia są jej najniższymi szczeblami, których nie da się przeskoczyć. Wszyscy chcieliby dużo zarabiać jednak niewielu jest chętnych na dobre studia. Dobre studia to po pierwsze studia poparte choćby najbardziej naiwną i amatorską analizą rynku pracy.

Studia zaoczne i szkoły prywatne obniżają poziom edukacji

Prawdziwy problem ze studiami, to w moim odczuciu: możliwość studiów zaocznych i szkoły prywatne. Studia zaoczne nijak się mają do studiów dziennych. Studenci na zaocznych myślą, że mają wysoki poziom – i rzeczywiście, tylko tak myślą. Dawniej studia zaoczne wydawały mi się dobrą opcją, ale ostatecznie rodzice przekonali mnie do dziennych – był to wybór, którego nie żałuję.

Jedyny plus studiów zaocznych to możliwość zaczęcia pracy te kilka lat wcześniej i zdobywanie doświadczenia ekstra. Jednak nie ma nic za darmo! Wiedza zdobywana w pracy zawodowej (tzw. doświadczenie zawodowe), w żadnym wypadku nie równa się wiedzy teoretycznej zdobywanej na studiach. Jeżeli ktoś podaje argument, że jest w stanie nauczyć się więcej w pracy niż na uczelni to najwidoczniej nie rozróżnia tych dwóch kluczowych pojęć. Fakt, podejmując pracę wcześniej, szybciej zdobędziesz doświadczenie zawodowe z określonej dziedziny problemów, którą się zajmujesz. Nie będzie to jednak szeroka wiedza ekspercka z danej dziedziny nauki jaką jest informatyka albo szerzej z kilku połączonych dziedzin nauk inżynierskich.

Na zaocznych tak samo jak w szkołach prywatnych istnieje zjawisko płacenia za wykształceniezdobywanie papierka na siłę – byle był. Na studiach dziennych na państwowej uczelni, nie umiesz? – to wylatujesz. Masz 2-3 terminy później do widzenia. Kto wyrzuci studenta z zaocznych, skoro ten płaci po kilka tysięcy za semestr? Na studiach dziennych uczy się przetrwania, odporności na stres i radzenia sobie z trudnymi sytuacjami. Studia stają się wyzwaniem i głównym elementem życia, z którym trzeba sobie poradzić. Od kolegów z zaocznych słyszałem, że zapominają że studiują, w końcu są na uczelni dwa razy w miesiącu i to na siłę, od niechcenia. Przeważnie są wkurzeni bo woleliby wyskoczyć w weekend na piwko po tygodniu pracy. Materiał także jest bardzo okrojony, ponieważ spotykając się dwa razy w miesiąc nie da się przerobić tego, co dzienni mają przez 8h dziennie przez wszystkie dni w tygodniu. Nie są to moje puste słowa, tylko opinie moich znajomych oraz czysta logika.

Zaoczni często są oburzeni, twierdzą że muszą się wszystkiego uczyć na własną rękę, mają tylko mniej wykładów – kłamstwo. Prawda jest taka, że materiał jest okrojony bardzo, tak samo jak wymiar godzin. Albo inaczej, materiał jest niby ten sam, ale jak przyjdzie zaliczenie to przeskakują z totalnych podstaw. Zaoczni nie mają czasu na naukę, ponieważ przeważnie pracują na pełny etat i nawet nie myślą o zajęciach. Praca i edukacja to elementy, które trudno ze sobą pogodzić.

Uważam, że jeżeli ktoś chce pracować to niech pracuje, jeżeli ktoś chce się uczyć i mieć wykształcenie wyższe, niech idzie na studia dziennie. To nie jest w porządku, jeżeli siedząc 8h na uczelni przez wszystkie dni w tygodniu mam wykształcenie wyższe, tak samo jako osoba, która swoich studiów za bardzo nie pamięta. Odbija się to później na absolwentach, ponieważ pracodawcy chętniej przyjmują absolwentów studiów dziennych. Istnieje wiele uczelni mających renomę wśród pracodawców i ta renoma wypracowywana jest właśnie przez studentów dziennych.

Kupowanie papierka w szkołach prywatnych to już w ogóle pewien stopień patologii edukacji i powinno być to zabronione. Nie mogę zrozumieć, dlaczego państwo pozwala na takie cyrki, skoro później każdy narzeka na brak pracy, lub pracuje fizycznie jak osoba z wykształceniem zawodowym. Po co w tym wypadku studia? Ci ludzie, później piszą komentarze i są wściekli na cały świat, bo zmarnowali czas i pieniądze. Nie rozumieją, że to nie studia dają gwarancję dobrych zarobków i pewnego zatrudnienia, tylko wiedza jaką zdobywamy podczas studiów.

Niestety co gorsze, kupowanie papierka to też domena bogatych rodziców i ich dzieci, które i tak są już ustawione. Po co syn ma harować na renomowanej uczelni publicznej gdzie oczekiwania wobec studentów są duże, skoro ojciec zapłaci za studia na prywatnej uczelni, z której wylecieć się nie da. Później i tak biznes rodziny przechodzi z ręki do ręki, ale głupio gdyby syn nie miał wykształcenia wyższego.

Nie przytaczaj proszę argumentu, że w Stanach Zjednoczonych prawie wszystkie uczelnie są płatne i mimo to mają bardzo wysoki poziom.. To całkiem inna płaszczyzna! Jeżeli Polska rozwinie się tak jak Stany Zjednoczone i edukacja będzie miała tak wysoki poziom jak tam – bardzo proszę! Obecnie jest to nie możliwe. Mimo tego, że za pilnowanie poziomu uczelni wyższych odpowiedzialna jest Komisja Akredytacyjna to duża część z nich pozostawia wiele do życzenia i nie powinna w ogóle istnieć. Nie jestem ekspertem, nie wiem w którym miejscu występują zaniedbania, lecz z całą pewnością występują. Chętnym polecam zainteresowanie się tematem i odszukanie statystyk oraz oświadczeń w.w. jednostki prawnej.

Swego czasu była nawet w Polsce afera polegająca na tym, że pewien wysoko postawiony polityk zamiatał pod dywan ostrzeżenia Komisji Akredytacyjnej o niedopełnianiu obowiązków przez wiele prywatnych edukacyjnych jednostek. Nie powinien dziwić fakt, że ów polityk był też właścicielem prywatnej uczelni. Dla chętnych zagłębienia się w temat interesujące mogą okazać się statystyki np. agencji Sedlak & Sedlak, która zajmuje się badaniem i analizą rynku. Wynika z ich jednoznacznie, mediana zarobków absolwentów studiów dziennych jest wyższa o średnio 20%.

Świadomy wybór słabych kierunków

Drugim elementem bardzo mieszającym jeżeli chodzi o studia są słabe, nieprzydatne kierunki. Gówniane kierunki marnują czas, pieniądze, często nie ma po nich absolutnie żadnej wiedzy. Uważam, że dobre studia to kierunki techniczne (oprócz wyjątków, które można wyliczyć na placach jednej ręki). Przeglądając w internecie najnowsze oferty szkół wyższych można dostrzec kierunki studiów, które nie powinny istnieć.

Być może pisząc to bije ze mnie hipokryzja, ale dlaczego pielęgniarka musi posiadać wykształcenie wyższe? Mamy lekarza po studiach, mamy pielęgniarkę po szkole średniej, a po środku stoi pielęgniarka po studiach. Czy nie powinna wybrać medycyny (skoro i tak studiowała) lub zrezygnować? Dlaczego bibliotekarka musi posiadać wykształcenie wyższe? Dlaczego istnieją studia pt. florystyka i ogólnie rzecz ujmując są to studia o kwiatach? Jeżeli trend się utrzyma niedługo kierowca i sprzedawca będzie musiał posiadać odpowiednie studia.

Pół roku temu wszyscy mówili o wielkich zwolnieniach nauczycieli, że prawdopodobnie będą musieli się przekwalifikować. Tylko jak to zrobić w wieku 30 lat? – no cóż, sytuacja nieciekawa. Spowodowane jest to trendami na rynku pracy, które zmieniają się cyklicznie co kilkanaście lat, nikt nie jest w stanie tego przewidzieć. Ale co mam myśleć jak miesiąc później część moich znajomych wybiera się na studia pt. pedagogika. Trąbią w mediach że pracy nie ma, że takich ludzi jest obecnie na rynku więcej niż rynek byłby w stanie przyjąć. Mimo tego, co roku młodzi ludzie świadomie takie właśnie kierunki wybierają. Co tacy ludzie sobie wyobrażają?

A co później? – później zaczyna się lament. Tacy studenci wylewają żale i piszą, że nie warto iść na studia. Dodają komentarze oczerniające polski system edukacji. Zapominają dodać, co konkretnie studiowali? Albo gdzie? Może warto byłoby pisząc takie artykuły, dokładnie pisać w nich co studiował autor? Jest na prawdę niewiele kierunków czysto technicznych, których absolwenci narzekaliby na brak zatrudnienia. Nigdy nie zrozumiem jak można mieć pretensje do kogokolwiek innego niż do samego siebie, świadomie i dobrowolnie wybierając kierunek studiów po którym jest duże bezrobocie. Przesycony rynek to po pierwsza mała szansa na zatrudnienie, a po drugie małe zarobki.

Osobiście nie twierdzę, że studia z bibliotekarstwa albo muzyki kościelnej są łatwe, tak samo jak filozofia, teologia, pedagogika i wszystkie inne takie kierunki. Wręcz przeciwnie na pewno wymagają wielkiego wkładu pracy. Wydaje mi się, że są to studia trudniejsze niż studia techniczne, ponieważ na politechnikach nie trzeba wkuwać i czytać ton książek miesięcznie. Ale co z tego? Skoro nikt za to w przyszłości nie zapłaci? Podchodzenie do tych kierunków to jak robienie studiów dla hobby. Skoro ludzie żyją od wypłaty do wypłaty, nie dziwne, że nie wydają pieniędzy na sztukę, kulturę i rozwój duchowy. Mimo to kierunku Akademii Sztuk Pięknych cieszą się większą popularnością niż większość informatyk w Polsce.

Oczywiście kierunki humanistyczne nie mogą zniknąć, to nie jest rozwiązanie! Należałoby raczej zredukować ilość miejsc poprzez podniesienie progu rekrutacji albo podnieść znacznie poziom kształcenia. To spowodowałoby, że dany kierunek studiów kończyłyby jednostki bardziej wybitne. Mniej zdolni, szczególnie Ci którzy studia wybrali z przypadku, zwyczajnie zostaliby wyeliminowani.

Dlaczego wybrać informatykę?

Nie znam ani jednej osoby po studiach informatycznych, która nie ma pracy. Jeżeli już jej nie ma – to prawdopodobnie z lenistwa. Nie znam nikogo, kto studiuje informatykę i martwi się o pracę. Zatrudnienie dostają wszyscy, przeważnie już w trakcie studiów. Osobiście dostałem kilka ofert pracy będąc już na 2 roku studiów. Musiałem je odrzucić przez to, że studiuję na dziennych i wcale tego nie żałuję. Praca była jest i będzie, a wiek 20-25lat to najlepszy wiek na zdobycie wykształcenia. Natomiast mając rok doświadczenia zawodowego dostaje się około 2-3 ofert pracy tygodniowo, wręcz nie da się od nich uwolnić.

Czego to dowodzi? Dowodzi to tego, że jest bardzo wielkie zapotrzebowanie na akurat takich ludzi. Mało jest zawodów, w których pracodawcy sami szukają dla siebie pracowników, proszą ich aby przyszli na rozmowy rekrutacyjne. Informatycy na stażach zarabiają od 1500zł netto. A są to staże na niepełną ilość godzin. Z rokiem doświadczenia zawodowego pensja bardzo rzadko jest poniżej 4000zł netto. Oczywiście idziesz na staż, jeżeli coś potrafisz. Nie istnieje reguła mówiąca – jesteś studentem informatyki więc dajemy Ci kasę a Ty siedź i udawaj że coś u nas robisz.

Staż czy praca na niepełny wymiar godzin nie jest na prawdę żadnym problemem. Trzeba jedynie się przełamać, ponieważ pierwsze rozmowy kwalifikacyjne przeważnie bywają stresujące. Weź pod uwagę, że w innych branżach ciężko załapać się na staż choćby bezpłatny, a w informatyce bezpłatnych stażów w ogóle nie ma.

Pretensje studentów, że nie mają pracy

Ostatnią sytuacją o której wspominam, jest pewna grupa społeczna, będąca podzbiorem ogółu studentów. Zachodzi wśród niej śmieszne zjawisko: idą na słabe kierunki wybrane z przypadku. Jak można później narzekać na brak pracy? Jak można pójść na studia chemiczne nie zdając matury z chemii i nie interesując się wcześniej chemią?

Na studiach jak to na studiach, nikt nie prowadzi Cię za rękę, nie mówi jak masz się uczyć – masz uczyć się sam. Od czasu do czasu sprawdzana jest tylko Twoja wiedza aby sprawdzić, czy nie dostaniesz wykształcenia wyższego za darmo.

Ludzie dorośli na studiach, powinni sami kierować swoją karierą. Stawiają czoła studiom, a w międzyczasie sami przygotowują się do życia zawodowego jak umieją najlepiej. Studia do tego nie przygotowują, pokazują one drogę, którą można wybrać. Na studiach spotykamy się z różnymi rzeczami (np. metody elementów skończonych, mikrokontrolery itp), z którymi ciężko było by się spotkać od tak przypadkowo. To którą drogę wybierzemy zależy od nas – wielu studentów nie wybiera żadnej drogi a później jest płacz.

Ukończenie studiów nie gwarantuje, że jesteśmy na tyle mądrzy, że ktokolwiek zapłaci nam za nasze umiejętności. W szkole nas szkolą – czyli uczą, ktoś nas uczy. Na studiach się studiuje, studiowanie polega na zdobywaniu wiedzy na własną rękę. Bądź pewny jeżeli skończysz studia ale nie jesteś specem w jakiejś dziedzinie (różne dziedziny związane ze swoim kierunkiem pokazuje Ci uczelnia) to pracy nie znajdziesz.

I dochodzimy tutaj do konsensusu. Studenci często narzekają na nieprzydatne przedmioty, których muszą się uczyć. Na tym polega właśnie zdobywanie wiedzy. Poznanie wielu zagadnień pozwoli wybrać nam to, z którego kiedyś będziemy się utrzymywać. Nie przypadkowo na studiach informatycznych zajmujesz się wszystkim na raz: programowaniem, sieciami, grafiką, przemysłówką, programowaniem embedded. Wszystko po to, abyś mógł się odnaleźć w tym co najbardziej Ci pasuje.

Po co iść na studia, można uczyć się w domu

Wiele osób jest bardzo głęboko przekonanych, że 5 lat studiów przeważnie w obcym mieście, to nie lada strata czasu. Twierdzą, że na studiach znajduje się wiele nieprzydatnych przedmiotów.

Weźmy pod uwagę np. informatykę. Na pierwszym roku studiów praktycznie wcale nie zobaczysz komputera. Kiedy go już zobaczysz w późniejszych semestrach, to będziesz uczył się o jego budowie mechanicznej – hardwarowej. Pisanie wszelkich aplikacji zaczyna się dopiero na późniejszych semestrach, po przebrnięciu przez szereg przedmiotów matematycznych oraz fizycznych.

Czy jest to złe? Absolutnie nie! Wykształcenie wyższe jakie nabywamy po ukończeniu szkoły wyższej, zobowiązuje nas do posiadania pewnego zakresu wiedzy ogólnej jak i specjalistycznej. Dlatego właśnie na studiach informatycznych, istnieje wiele różnorodnych przedmiotów, nie związanych zupełnie z informatyką. Danego języka programowania można nauczyć się w domowym zaciszu, czytając 1000 stronicową książkę nawet w kilka miesięcy. Po opanowaniu tego języka można już szukać pracy! Jednak pamiętaj, że ciągle nie ma to żadnego związku z wykształceniem wyższym.

Będąc inżynierem musisz mieć pojęcie o elektrotechnice, mechanice czy narzędziach jakie oferuje nam w XXI wieku matematyka. Choć na pierwszy rzut oka może Ci się wydawać, że całek nie będziesz używał, to jednak Twoje myślenie szybko się zmieni, kiedy zleceniodawca zażyczy sobie do napisania program obliczający naprężenia w belkach lub parametry skręcanych prętów. Praktycznie każdy zaawansowany projekt programistyczny składa się w jakimś stopniu z algorytmów, a powodzenie i wydajność tego projektu zależy od ich optymalizacji i skuteczności. Czym jest algorytmika jak nie czystą matematyką?

Ludzie, którzy tego nie rozumieją i twierdzą, że marnuję 5 lat studiów na studia informatyczne, a Mirek nauczył się programować bez studiów, są niepoważni. Nie ma sensu z nimi dyskutować, ponieważ prawdopodobnie już nic nie jest w stanie ich przekonać. Nie biorą pod uwagę faktu, że Mirek nauczył się programować (więc ma w swoim ręku narzędzie) ale nie ma bladego pojęcia o żadnej innej dziedziny nauki. Dlatego teraz Mirek naddaje się jedynie do rozwiązywania zadań maturalnych z informatyki, a inni ludzie posiadający szerszą wiedzę, będą tworzyć oprogramowanie dla koncernów, projektantów czy sektora medycyny.

Mimo, że Mirek poradził sobie z nauką danego języka programowania, to prawdopodobnie ciężko będzie mu na własną rękę nadrobić braki w matematyce, fizyce i innych trudnych ścisłych przedmiotach. Prawdziwa wiedza, to nasza wiedza specjalistyczna (kierunkowa) połączona z innymi rozległymi dziedzinami nauki. Im więcej potencjalnych problemów umiemy rozwiązać, tym bardziej atrakcyjni jesteśmy zawodowo. Programista bez szerokiego spektrum pomysłów jest warty po prostu mniej.

Jeżeli ktoś przytoczy Ci argument, kiedy będzie mu w życiu potrzebna funkcja kwadratowa lub całka – absolutnie przerwij z nim rozmowę, ponieważ nie ma ona sensu. Ludzie z tak płytkim myśleniem nie rozumieją nawet na czym polega ich osobisty rozwój. Jak w takim wypadku dyskutować z nimi o studiach? Wiadome, nie wszyscy decydują się na studia, nie wszyscy powinni iść na studia, lecz mało kto potrafi operować tak nietrafionymi argumentami.

Mam wielu znajomych, którzy nie wybrali studiów i był to ich osobisty prywatny wybór. Niektórzy z nich mają potencjał i studia mogliby zrobić, inni nie mają. Lecz żadnemu z nich nie trzeba tłumaczyć, dlaczego w pewnym okresie życia młody człowiek musi uczyć się np. matematyki czy języka polskiego i czemu to służy.

Podsumowanie

Uważam – że warto studiować. Jeżeli zdecydujesz się na studia, wybieraj kierunki techniczne: informatyka, budownictwo czy energetyka. Zapewniam, że nie będziesz narzekał na brak zatrudnienia lub niskie zarobki. Mając taki fach w ręku, możesz też celować w wyjazd za granicę, tam też można się dorobić. Angielski po studiach każdy zna, więc to nie problem.

Odpuść sobie natomiast kierunki słabe i przeciętne, coby w przyszłości nie żałować straconych lat życia a przede wszystkim pieniędzy jakie wydałeś, a jakie mogłeś w międzyczasie zarobić.

Pisałem, że studia zaoczne są gorsze, bo są, i nie ma co się obrażać jeżeli na takich jesteś. Na studiach dziennych miałbyś o wiele więcej pracy i nauka kosztowała by Cię więcej poświęceń. A doświadczenia w pracy i tak byś nabrał.. później, po studiach. Doświadczenie wyniesione z pracy nijak ma się do wiedzy teoretycznej ze studiów. Nigdy tak nie będzie, x lat pracy nigdy nie zastąpi studiów.

Mówienie, że dla ludzi po studiach nie ma pracy, jest tak samo głupie, jak mówienie, że dla absolwentów gimnazjów nie ma pracy. Jedyna różnica jest taka, że gimnazjum kończy każdy obowiązkowo. I co? Jedni zakładają firmy, jedni pracują zawodowo a inni stają się menelami. Różni ludzie osiągają różne rzeczy i nie można winić za to gimnazjum lub studiów. Problemem są ludzie, którzy potrafią przez 5 lat studiów, nic ze sobą nie robić. Traktują studia jako przedłużenie młodości, myśląc, że później jakoś to będzie i praca ich znajdzie. Myślą, że zaliczanie poszczególnych egzaminów i kolokwiów to zdobywanie wiedzy.

Komentarze:

Użytkownik Marcin napisał/a:

12 sierpnia 2014


bardzo dobry artykuł lepiej bym tego nie podsumował. 100% prawda. Juz podeslalem znajomym

Użytkownik krul napisał/a:

15 sierpnia 2014


pewnie niektorzy cie znienawidza za ten post. ja tez jestem na studiach zaocznych i potwierdzam ze tego sie nie da nazwac studiowaniem. o prace sie nie martwie poniewaz mam wlasny biznes po rodzinie

Użytkownik Paweł napisał/a:

16 sierpnia 2014


Jak najbardziej prawda, aczkolwiek co do studiów zaocznych to wiele tutaj zależy od podejścia danego człowieka.

Ja również wybrałem zaoczne, jednakże ja już wiem co chcę dalej robić, wiem, że to będzie programowanie. Obecnie poświęcam na to sporo czasu i studia będą pewnego rodzaju uzupełnieniem, możliwością poznania nowych ludzi.

Faktycznym problemem jest właśnie mentalność wielu osób, którzy myślą, że pójdą sobie na studia zaoczne, pozaliczają to co tam jest i pracodawcy będą potem „walić drzwiami i oknami” z ofertami pracy, bo przecież ma się papierek.

Poza tym całkowicie zgadzam się z Twoim artykułem, prawda jest bowiem taka, że jeśli ktoś idzie na informatykę, tylko z tego powodu, że nasłuchał się, jakie to pieniądze można z tego mieć, to potem rzeczywiście może się nieźle zdziwić.

Użytkownik absolwent napisał/a:

19 sierpnia 2014


Witam. Niestety nie mogę się zgodzić z tezą iż studia zaoczne na prywatnej uczelni niczego nie uczą. Sam kończyłem studia zaoczne – informatyka, też musiałem zaliczać wszystkie przedmioty typu analiza matematyczna i matematyka dyskretna i tak dalej. Odnośnie jakości studiów dba o to PKA. I nie jest tak że poziom na wszystkich uczelniach państwowych jest wyższy na łódzki uniwerek miał 2 razy zawieszane uprawnienia do nauczania informatyki. Z resztą na mojej uczelnie przyszło kilku po licencjacie na uniwerku, żeby kontynuować na mgr i się wyłamało bo poziom był wyższy. A co powiesz o PJWST w Warszawie? prywatna? ale chyba dobra! Nie generalizuj że prywatna to zło, a państwowa dobra. Rzeczywistość to weryfikuje. Tak samo na prywatnych jak i państwowych uczelniach są słabsi i mocniejsi studenci.

Użytkownik Karol napisał/a:

19 sierpnia 2014


Cześć, zwróć uwagę, że pisałem też o osobach, które kończą prywatne uczelnie lub studia zaoczne i umieją dużo – odebrałeś ten artykuł zbyt osobiście.

Będąc obiektywnym w ocenie sytuacji nie można zbagatelizować problemu studiów zaocznych i „kupowania wykształcenia”. Nie wierzę, że nigdy nie spotkałeś się z osobami, które studiują a już dawno nie powinny. Często pomaga im w tym kasa i płacenie za kolejne terminy „ekstra”. Co ciekawe na studiach dziennych też często są takie osoby, jednak jest ich dość mało (często wylatują jeżeli się nie przykładają). O PJWST oczywiście słyszałem.

Ja osobiście tak to widzę porównując środowisko Krakowskich uczelni. Być może w Twojej okolicy jest inaczej, lub trafiłeś na dobrą uczelnię, która trzyma poziom. Rozmawiałem też o tym problemie z wieloma znajomymi, studiującymi na różnych rodzajach uczelni i wnioski mamy podobne. Gdyby problem nie istniał i mój artykuł był przesadzony, ludzie by tak nie narzekali na brak pracy po studiach.

Użytkownik absolwent napisał/a:

20 sierpnia 2014


Nie zgodzę się również z wiekiem studentów. Moja mama zaczynała studia w wieku 39 lat zaoczne na Akademii Rolniczej we Wrocławiu. Przedmioty matematyczne zaliczała na 5 z pochwałami od wykładowców że po tylu latach tak dobrze pamięta matmę. Z resztą na maturze też miała 5. Dlaczego nie dostała się na dzienne studia? bo latach 80 były inne czasy… inny system… trudniej było się dostać bo decydowały także znajomości. Poza tym wtedy były inne czasy. Wszyscy mieli pracę więc większą szła po ogólniaku od razu do pracy i zakładali rodziny i brali się za dzieci. Teraz obserwuję jak młodzi ludzie z mojej okolicy idą na studia dzienne tylko po to żeby uniknąć bezrobocia, bo nie wszędzie jest tak dobrze jak w Warszawie czy innych dużych miastach. Mam sąsiadkę która poszła na matematykę na wrocławski uniwerek, matury próbnej nie zdała jako jedyna z klasy, a prawdziwą maturę zdała z fatalnymi wynikami (dużo gorszymi ode mnie). Mimo to dostała się na dzienne. Ja na dzienne nie startowałem, bo decydowała o tym sytuacja materialna. Dużo większy szacunek mam do tych pracują i studiują zaocznie nie tych z dziennych dlaczego? bo oni pracują na siebie i swoje studia. W przeciwieństwie od (niektórych) studentów dziennych którzy doją swoich starych na 1,5-2 tys. co miesiąc żeby się utrzymać w dużym mieście. Teraz studia dzienne są dla wszystkich dostępne. Nie znam nikogo kto złożył papiery na dzienne a się nie dostał. Jak nie na tej uczelni to na inną. Tutaj masz przykład:

https://rekrutacja.uni.lodz.pl/statystyki.php?op=&sk=l_zapisy&sm=a&studia_filtr=informatyka&p=1

ZOBACZ ILE JESZCZE WOLNYCH MIEJSC !!!

i nie kozakuj bo to jak dałem kontakt do Nokii, która się z tobą kontaktowała.

Użytkownik Karol napisał/a:

20 sierpnia 2014


Piszesz, że studia dzienne są dostępne dla wszystkich i że dostać się może każdy, bo progi są niskie. Masz rację, jednak jeszcze łatwiej dostać się na studia zaoczne. Jeżeli ktoś pechowym trafem nie dostanie się na dziennie to przeważnie kieruje się na zaoczne.

Powiem Ci z czego wynikają małe progi na studiach. Ludzie wybierają różne humanistyczne kierunki, filologie i psychologie, po których ciężko znaleźć pracę. UAM Poznań 2014: 28os/miejsce filologia norweska, 6os/miejsce psychologia. To właśnie tam progi są wysokie. Na informatykę, matematykę i fizykę chętnych już nie jest tak wiele, nawet patrząc na link który podałeś. Jest to właśnie brak świadomości wybierania złych kierunków po których nie ma pracy.

Próg jest niski, bo jest mało chętnych. Na infach często na miejsce przypada poniżej 1 kandydata, co oznacza że od ręki i tak dostaną się wszyscy, więc jaki sens mają wysokie progi? Drugim kryterium jest fakt, że progi nic nie znaczą. Później w 1 semestrze i tak odpada znaczna część studentów. Często zostają Ci co dostali się na końcu, bo wzięli się w garść i mają chęci do nauki, a odpadają Ci zdolni z dobrymi wynikami matur. Dlatego też uważam że progów nie ma się co czepiać.

Nie można postawić znaku równości pomiędzy zaocznymi i dziennymi. Nawet jeżeli się ze mną nie zgadzasz i każdy ma do tego prawo, nie możesz sugerować że zaoczne=dzienne. Różnią się one praktycznie wszystkich, a rozważając plusy i minusy obydwu wyborów bardziej przekonują mnie dzienne, bo można nauczyć się więcej.

Ja nie pisałem nic o wieku studentów, tylko o biednych osobach, które przez sytuację na rynku pracy muszą się przekwalifikować w wieku 30 lat. Ciężko jest pogodzić rodzinę, obowiązki utrzymania domu ze studiowaniem w tak późnym wieku. O wiele łatwiej przychodzi to młodym, którzy nie mają żadnych zobowiązań. Kolejna kwestia, ciężko mi wyobrazić sobie 30-40latka, który idzie na studia informatyczne i zaczyna programować, nie mając z tym wcześniej styczności. Zanim nabierze odpowiedniego doświadczenia zawodowego, jego kariera już się kończy. Staż w wieku 40lat?

Dużym plusem zaocznych jest zdobywanie doświadczenia zawodowego, ale jak wspomniałem są też minusy. Ciężko się uczyć tyrając 5 dni w tygodniu. Na dodatek zarobione pieniądze szybko się rozchodzą, ponieważ trzeba opłacać mieszkanie, życie a do tego jeszcze studia, które na dziennych nic nie kosztują. Ja osobiście dostałem 10tyś zł stypendium na 1 roku, więc nie miałem problemów z utrzymaniem. Są osoby, które dostawały kilka stypendiów i zasiłków na raz, i z tego co wiem dostawały miesięcznie kwotę ponad 1600zł. Gdybym przykładał się do nauki jak inni u mnie na kierunku zamawianym, to mógłbym dostawać 1000zł miesięcznie przez calutki okres studiów, tym samym dostać 35 tyś zł przez cały okres studiów inżynierskich (są u nas takie osoby). Więc o finanse nie trzeba się martwić, wybierając techniczny kierunek zamawiany.

Użytkownik absolwent napisał/a:

20 sierpnia 2014


zgadzam się z tobą że studia zaoczne może są łatwiejsze bo siłą rzeczy jest 2x razy mniej materiału do nauki, ale z drugiej strony jest też ludzie mają mniej czasu na naukę ze względu na pracę czy inne obowiązki. Odnośnie tych stypendiów ciekaw jestem ile poszło u was na informatykę ze względu na kasę i zrezygnowało po roku? Ja poszedłem dlatego że chciałem i nie dlatego że ktoś mi za to płacił, a wręcz przeciwnie sam za to płaciłem. Z resztą nie ma darmowych studiów. Studiujesz dziennie, ale za twoje studia płacą podatnicy. „Nie ma darmowych obiadów, zawsze ktoś musi za nie zapłacić”. W USA wszystkie studia są płatne dlatego poziom jest tam 10x wyższy niż Polsce. Z resztą w Polsce nie długo publicznie też będą sprywatyzowane bo 80% z nich jest pozadłużana, te duże także. Prywatne przynajmniej muszą na siebie zarobki. Tak samo jak firma. Mało to było skandali, np. na PWR wroc że wykładowcy zatrudniali na fikcyjnych umowach zwoje rodziny do projektów z UE. Moim zdaniem wszystkie studia powinny być płatne, wtedy nie mielibyśmy tylu absolwentów politologii. A studia na które jest zapotrzebowanie na absolwentów typu informatyka, finanse i tak dalej, absolwent powinien mieć zwracany koszt studiów po ukończonym semestrze. Jak nie ukończy to powinien kryć koszty. bo to kasa podatników. Ja nie zamierzam swoją pracą i podatkami finansować studentów którzy zaczynają po 3 razy studia i ich nie kończą, a znam takie przypadki.

Użytkownik Karol napisał/a:

20 sierpnia 2014


Podałeś ciekawą tezę zwiększenia poziomu studiów poprzez sprywatyzowanie uczelni. Z jednej strony mogło by to zadziałać, z drugiej strony zaś znajdowałyby się osoby, którym nadziani rodzice płaciliby za tandetne kierunki. Z kolei biedniejsi mieliby zamkniętą drogę na studia, chyba że istniałyby stypendia.

Taka opcja była by dobra gdyby wszystkie(!) uczelnie w Polsce miał te same warunki (tzn. wszystkie byłyby sprywatyzowane). Przy obecnym rozwiązaniu – połowa publiczna połowa prywatna dzieje się co się dzieje.

U nas na roku była mała część studentów, która przyszła tylko po stypendium tak jak napisałeś. Pojawiły się też spekulacje wśród studentów co do wydawanych pieniędzy z UE na dodatkowe przedmioty. O ile dodatkowe programowanie było prowadzone ciekawie, to przedmioty w stylu „ochrona środowiska dla inżyniera” były poniżej poziomu uczelni wyższej. Pomijając brak przydatności przedmiotu miał on aż 4 prowadzących. Bardzo dziwne, ale do zrozumienia biorąc pod uwagę, że finansowała go UE.

Nie ma jednego słusznego wyboru.

Użytkownik Piotrek napisał/a:

20 sierpnia 2014


Motywuje do nauki przed sesją poprawkową na studiach informatycznych :)

Użytkownik absolwent napisał/a:

20 sierpnia 2014


Nie mówi że biedniejsi mają mieć zamkniętą drogę. Nie o to chodzi. Kiedyś żeby dostać się na studia trzeba była jeszcze przejść egzaminy wstępne. Teraz zobacz. Poziom matury w Polsce to poziom fatalny z gotowymi odpowiedziami do wyboru, a i tak maturę zdaję tylko 70% ludzi. Porażka totalna. Studia dzienne mogą być bezpłatne, ale pod warunkiem, że dana osoba je ukończy, w przeciwnym razie powinna zwrócić koszty i tyle. Tak samo jak nie uzasadnione wezwanie karetki i tak dalej, wtedy ten co dzwoni pokrywa koszty i żarty by się skończyły. Stypendia jak najbardziej ! i to jest moim zdaniem najlepszy pomysł. tylko trzeba wprowadzić jakieś logiczne zasady. Ale nie może być tak że osoba nie ważne czy biedna czy bogata idzie na studia tylko dla tego że są za darmo dla niej, a w gruncie rzeczy jej na uczeniu się nie zależy.

Użytkownik mcA napisał/a:

20 sierpnia 2014


Człowieku piepszysz kompletne bzdury! Takie brednie że dzienne to są lepsze od zaocznych to z 10 lat temu funkcjonowały! Właściwie na żadnej tzw. uczelni nikogo niczego nie uczą. Na tzw. studiach to jest wszystko: laborki, kolokwia, egzaminy, sprawdziany i inne brednie tylko nauki i wiedzy nie ma! Po 2009 w końcu studia przestały być obowiązkowe bo zniesiony został pobór. Szkółki prywatne gówno uczą a państwowe też. Nikogo nie obchodzi jaką szkołę kończyłeś jeśli idziesz do prywatnej firmy liczy się przede wszystkim doświadczenie. Jak idziesz do państwowej priorytet to znajomości a jak być chciał zakładać własną firmę to wiedza, pomysł i doświadczenie. Zaoczni idą dla papierka i jeśli pracują to się czegoś jednak uczą a idioci z dziennych nawet jak są po państwowych uczelniach i mieli dobre stopnie to się budzą po kilku latach i zdziwieni że jak to przecież oni się uczyli (niby) dobre stopnie mają a nikt ich nie chce, i albo spierdalają na zachód, albo biorą gówniane roboty i siedzą w Polsce albo nigdzie się załapać nie mogą i są wkurwieni. Jeśli mają choć trochę refleksji nad sobą to dojdą do przekonania że na dziennych to tylko czas tracili bo mogli w tym czasie naprawdę się czegoś w pracy nauczyć a tracili czas na tzw. studia zamiast się uczyć. Owszem jak ktoś jest zdolnym programistą to znajdzie pracę czy może coś sam stworzy i nie będzie musiał żadnego nawet jednego zasranego CV nigdzie wysyłać. Ale na studiach to chyba jeszcze nikt, nikogo, niczego nie nauczył tzw. profesorkoidy siedzą i czekają na idiotów którzy mają wyprane mózgi przez szkoły wcześniejsze i zapierdalają na cały ten uczelniany biznes bo wiadomo że na zaocznych czy wieczorowych to się realnie płaci, a na dziennych to uczelnie jak mają wystarczającą ilość studencików to do stają kasę od państwa

Użytkownik Karol napisał/a:

22 sierpnia 2014


@mcA Według mnie nie jest to prawdą. Studiowanie daje wiedzę i otwiera horyzonty, uczy przetrwania i przygotowuje do pracy w stresie. Poznajemy wielu ludzi z naszego przyszłego środowiska zawodowego. Ucząc się w domu nie osiągniesz wszystkiego. Wszystkie laborki, kolokwia i egzaminy też mają wkład w naszą ogólną wiedzę. Jeżeli mówisz, że studia nic nie dają, pewnie źle wykorzystałeś okres studiów. Oprócz materiału z uczelni ważne jest także własne zaangażowanie i rozwijanie kariery poprzez odpowiednie jej pokierowanie.

Jeżeli ktoś sądzi że matematyka jest niepotrzebna programiście, bo fakt można umieć programować i nie umieć matematyki np. ucząc się w domu, to jest w błędzie. Wszystkie techniczne przedmioty zwiększają naszą zdolność analitycznego myślenia. Twoje stwierdzenie: „na żadnej tzw. uczelni nikogo niczego nie uczą” jest bzdurą. Powiedział bym raczej, „po żadnej uczelni wyższej nie wciskają pracy ludziom, którzy na nią nie zasługują ze względu na brak umiejętności”.

Wszystko co robimy w życiu zwiększa atrakcyjność naszej osoby. Granie na instrumentach, gra w szachy – także. Ty zastanawiasz się czy przedmioty z uczelni wyższej do czegoś się przydają, nawet nie wiem jak to skomentować. Idąc Twoim tokiem myślenia, najlepiej nie robić nic. Najlepiej wyjechać za granicę i cieszyć się, że zarabiasz 8tyś zł na zmywaku, bo zyskujesz na sprzedaniu waluty. Zastanówmy się czy szkoła średnia się do czegoś przydaje, po co komu znajomość funkcji kwadratowej albo wielomianów.

Na studiach spotykasz się z wieloma działami, którymi kiedyś nie będziesz się zajmował, jednak zyskujesz podstawy i masz większe pojęcie o świecie. Ludzie, którzy wiedzą dużo, są atrakcyjnymi dla pracodawców. O ile języka programowania nauczysz się w domu nawet po szkole średniej, to z mechaniką, elektrotechniką, fizyką, MESami raczej już nie będzie tak kolorowo. Na co komu programista, który umie tylko układać kontrolki na formie metodą drag&drop i zna dany język w stopniu BDB. Taki człowiek nie może zostać nawet zwykłym klepaczem kodu, ponieważ bez pomocy innych osób nie zaimplementuje żadnych skomplikowanych obliczeń, algorytmów ani zjawisk z innych dziedzin nauki.

Nie wiem czy wiesz, informatyka i programowanie łączy się obecnie z dziesiątkami innych dziedzin nauki, od medycyny, po geografię i różne symulacje, na mechanice i robotyce kończąc. Bez elementarnej wiedzy z innych działów nic w tym zawodzie nie znaczysz.

Użytkownik absolewnt napisał/a:

22 sierpnia 2014


Zgadzam się. Ale mówi się „poszerza horyzonty”, a nie otwiera horyzonty ;) Uwierz mi pracy w stresie nauczysz się dopiero w pracy, to co na uczelni to jest nic. Odnośnie rynku pracy mogę tylko zgodzić się z przedmówcą. W Polsce ogólnie nie jest cudowanie bo nasz kraj liczy tylko na inwestorów z zagranicy. Jak otwiera się jakiś oddział typu np. IBM we Wrocławiu, to od razu chcą zatrudnić jak najwięcej absolwentów na gwałt, bo dotacje z unii i umowa z rządem. Tam kierownikami działów są nawet panienki po humanistycznych kierunkach, które nie odróżniają dwóch protokołów od siebie. Mam kolegę który skończył dzienną PŁ i poszedł na staż do starostwa, a tam jest kierownikiem/przełożonym był absolwent technikum w jego wieku;) bo miał znajomości. W Polsce w budżetówce w miastach w wielkość do 100 tys. mieszkańców pracy nie dostaniesz. a u prywaciarza będziesz pracował za minimalną. Ostatnio widziałem ofertę programista php + administrator = 1200zł netto dla polskiego prywaciarza. W dużych miastach jest inaczej bo są korporacje. stażyści zarabiają 1500-2800 netto (oczywiście w softwarze) oczywiście na umowę zlecenie. Na stanowisku testera nie jest wymagana duża wiedza, tylko np. napisanie instrukcji warunkowej czy pętli. Ale jak uderzasz programowanie to dostanie kilka kartek A4 na rekrutacji, ołówek i zadania i np. 60 minut na napisanie 3-4 programików. Generalnie praca bezstresowa to jest na helpdesku, w softwarze zawszę są terminy i większy stres. Najlepiej jest w branży BPO tam jest luzik w IT, ale też mniejsze zarobki. Mam kumpla który pracował kiedyś jako programista, ale po kilku latach się wypalił i teraz robi coś innego.

Użytkownik lunarlinux napisał/a:

30 sierpnia 2014


A czy opłaca się nauczyć jakiegoś języka programowania nie mając studiów informatycznych? Mam jakieś tam podstawy różnych języków programowania, ponieważ siedzę od wielu lat na Linux i dobrze by było znać jeden w pełni. Tylko że nie mam odpowiedniej szkoły, dlatego zawsze tracę zapał w połowie nauki no bo i po co mi to, jak i tak nic na tym nie zarobie, chyba że hobbystycznie dla siebie będę tylko kodzić. Druga sprawa to odpowiedni język, próbowałem rozległą Jave, ale mam jej dość to taki rozszerzony język angielski rozwlekły, a nie prawdziwy język programowania. Zastanawiam się czy nie znowić nauki C++, mnóstwo informacji, kursów, mam jakieś w nim tam postawy. Pythona jakoś nie lubię, a ruby i lua nie ma z czego korzystać aby się tego dobrze nauczyć. C# pod mono też próbowałem, ale gdy zaczęło się programowanie okienkowe tam nic nie było zgodne, a czysty C lub ANSi C chyba już się nie opłaca uczyć?

Użytkownik Karol napisał/a:

30 sierpnia 2014


Czy się opłaca to zależy czego oczekujesz. Jeżeli nauczysz się hobbystycznie to po prostu będziesz umiał jakiś język. Czy uda Ci się na tej wiedzy zarobić w to raczej wątpię. Nauka programowania trwa długo, dany język (jego syntaksę i składnię) można poznać w kilka dni. Polecałbym Ci C++, chyba że sam stwierdzisz, że wolisz coś innego. Z drugiej strony miej świadomość, że jeżeli nie będziesz programował regularnie to dość szybko zapomnisz składnię danego języka i jego zaawansowane mechanizmy.

Użytkownik lunarlinux napisał/a:

30 sierpnia 2014


Masz rację trzeba systematycznie pisać kod. A jakie książki polecasz do standardu 0x czy tam C++11, ponieważ nie chcę już zaprzątać sobie głowy starym standardem C++98. Parę dni temu wyszedł już standard C++14
http://blog.malcom.pl/2014/03/05/co-slychac-w-nadchodzacym-c14/
jedyne znane mi książki to Symfonia Standard J.Grebosza i programowanie C++ Stephana Prata Wyd. VI, obie obejmują standard C++11. Czy masz jakieś namiary na inne wydawnictwa, nie tylko te z helionu z najnowszymi standardami? W sumie jeżeli ktoś analizuje kod który jest napisany w starym standardzie, stare książki i wydania mogą mu się przydac gdy jest testerem oprogramowania. Ale jak ktoś pisze od podstaw szkoda tracić komórek pamięci w mózgu na przestarzałe opisy. Oprócz basha przydał by się jeszcze jakiś skryptowy język, żeby jednocześnie wkuwać dwa języki. Tylko co może być przydatne w przyszłości python, lua, ruby. Jeszcze zapytam czy najnowsze standardy przewidują jakiś garbage collector, Polacy niby napisali taki http://smieciuch.sourceforge.net/ ale nie jest standardowym języka.

Użytkownik Karol napisał/a:

31 sierpnia 2014


Nie mam pojęcia co Ci doradzić – nigdy nie uczyłem się języka programowania z żadnej książki. Na „Symfonię” Grębosza miałem szansę rzucić okiem. Jest to najczęściej polecana pozycja.
Garbage Collector w C++ mija się z koncepcją języka. Choć były plotki że pojawi się w którejś wersji to na szczęście tak się nie stało. C++ wymusza na programiście dbałość o kod, jeżeli zostałby wprowadzony odśmiecacz pamięci C++ nie byłby tym samym językiem. W końcu ktoś dobrał by się do wskaźników lub polimorfizmu i przerobił C++ na Javę.
C++ jest dobry do nauki i wiele można się z niego nauczyć. Zarobek to moim zdaniem cały wachlarz języków z platformy .NET oraz platforma Java w tym Android. Na tych wakacjach rozglądałem się za praktykami, 45% to Java, 55% to C#, mały odsetek błędu statystycznego stanowiły oferty C++.

Użytkownik lunarlinux napisał/a:

31 sierpnia 2014


Java może kiedyś mieć swój kres, tylko JVM ma przyszłość z całą masą innych języków Scala, Groovy, jCure, Ceylon, JavaFX, JavaEE. Co do C# sądząc po tym co wyrabia Microsoft w swoim sklepie z aplikacjami na Windows Phone, też jakoś nie zdobył uznania programistów, fakt masz rację brakuje programistów C#, Java na rynku, ale nie sądzę że aż są takie braki ludzi. Po prostu wielu programistów jak Linus Torvalds czy Richard Stallman są idealistami i wcale nie chcą pracować jako korporacyjne szczury, harować po 10-12 godziny dla korporacji w języku który nie lubią. Linus odrzucił pracę w firmie Apple twierdząc że nienawidzi mikrojądra MACH, do tego mało programistów lubi ten twór obiektowy zwany objective-C. Też kiedyś brałem to pod uwagę, że można na nim zarobić pisząc na sprzęt z nadgryzionym jabłkiem, ale zrobienie na siłę z C języka obiektowego coś im nie wyszło. No nic zostaje mi stopniowo poznawać C++ i Jave, może jeszcze dodam któryś z tych Ruby lub Ceylona jako alternatywa gdy tamten da mi popalić.

Użytkownik Szymon napisał/a:

31 sierpnia 2014


Uważam, że problem studentów którzy wybierają mniej perspektywicznie kierunku są przyzwyczajeni do powiedzenia „Za wyższe należy się stołek” a tak naprawdę na chwilę obecną tak nie jest.

Użytkownik akwes napisał/a:

13 września 2014


Chłopcze, równość programów na studiach zaocznych i dziennych jest GWARANTOWANA ustawowo. Program i materiał ma być ten sam, możesz sobie to nawet zobaczyć na sylabusie swojej uczelni.

Brak wyrzuceń na zaocznych? Haha, z 100 ludzi zostaje zwykle nie więcej jak 30 już na drugim roku.

Wyczuwam wielki ból dupy osoby, która studiuje dziennie i ma dość tego, że ludzie, którzy już pracują w zawodzie naśmiewają się z dziennych.

Użytkownik KK napisał/a:

13 września 2014


Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że warto (w Polsce) studiować. Jakość i warunki kształcenia w polskich szkołach od najniższego stopnia aż po uczelnie wyższe jest tragiczna (wyjątkiem może być wybijająca się Polibuda Wrocławska). Warto się natomiast uczyć, bo to wiedza i doświadczenie gwarantują pracę, a nie dyplom uczelni. Ja rzuciłem studia informatyczne po 1.5 roku, to była najlepsza decyzja w moim życiu, teraz mam świetną pracę, przez większość roku mieszkam pod palmami a resztę czasu spędzam na podróżach… Gdybym studiował, teraz męczył bym pracę magisterską i pewnie ledwo wiązał koniec z końcem, a już na pewno nie miał bym tak ogromnego doświadczenia jakie udało mi się zdobyć po olaniu studiów.

Na koniec jeszcze odniosę się do tego co napisałeś:

„Dla mnie sprawa jest prosta: idę na studia ponieważ chcę kiedyś dobrze zarabiać. Dodatkowo mam chęć poszerzania własnej wiedzy i jestem zdecydowany na własny rozwój (…)”

No offense, ale po przeczytaniu tego stwierdzenia po prostu mi Cię żal. Jeśli na pierwszym miejscu stawiasz kasę a „dodatkowo” decydujesz się na własny rozwój, to gwarantuję Ci że nic poza przeciętnym stanowiskiem w przeciętnej firmie nie osiągniesz. Ja wychowałem się w biednej rodzinie, na serio biednej, na pierwszy komputer musiałem sobie zarobić sam pracując przy zbiórce owoców w wieku 13 lat… Byłem biedny, ale programowanie sprawiało mi przyjemność, teraz mogę powiedzieć, że jestem bogaty i programowanie dalej daje mi najwięcej satysfakcji, żadne pieniądze tego nie zmienią. Ale do czego zmierzam, ano do tego, że nie zarabiam dużo bo skończyłem studia, czy bo sobie tak postanowiłem, etc. Zarabiam dużo bo wysoko na pierwszym miejscu stawiam swój rozwój, zdobywanie wiedzy i doświadczenia.

KK

Użytkownik prop napisał/a:

13 września 2014


W tym artykule jest troche prawdy ale tez sporo glupot, ktore mozna tlumaczyc tym, ze autor jest po prostu mlody i jeszcze sporo rzeczy mu sie „wydaje”. Sprostuje je wiec:

1. Nie licz, ze na twoich studiach odsiew zalatwi wszystko i do dyplomu dojdzie sama elita. Rozczaruje cie ale nie – za kazdego studenta uczelnia przez cale 3-5 lat dostaje pieniadze z ministerstwa. Pieniadze te sa konieczne do normalnego funkcjonowania uczelni, ktore sa niedofinansowane. Z tego wzgledu studenci dostaja milion szans, 50 poprawek a do dyplomu ciagnie sie na sile osoby po lobotomii. Tak jest wszedzie – na tych bardziej elitarnych uczelniach tez. Zwlaszcza na kierunkach, ktore od lat cierpia na niedobor studentow.

2. Postepujesz nielogicznie – najpierw piszesz, ze studiujesz po to, by dostac dobra prace. Pozniej jednak piszesz, ze odrzucasz oferty pracy, bo studiujesz dziennie. o.o Ja rozumiem, ze kiepskie, malo interesujace oferty mozna odrzucic, doszkolic sie i startowac na cos lepszego. Ale jesli oferuja ci np. posade mlodszego programisty technologii, ktora cie interesuje to ja nie bardzo rozumiem na co ty czekasz. Myslisz, ze jesli postudiujesz jeszcze kilka lat, to na starcie dostaniesz lepsza prace? Niestety znow cie rozczaruje – w rok pracy z danej specjalnosci nauczysz sie wiecej niz w kilka lat studiow. Wiedze ogolna moglbys uzupelniac na tych zlych zaocznych a na rynku pracy bylbys do przodu o kilka lat w stosunku do osob, ktore beda szukac pracy dopiero po dyplomie. Chyba, ze chcesz pracowac w niszowej dziedzinie, ktora wymaga np. doktoratu. Wtedy upieranie sie przy dziennych ma sens ale to nie mowimy o pracy w Polsce – w innym wypadku jest to po prostu nielogicznie – jesli celem studiow jest dobra praca i dostajesz oferte tzn. ze studia swoj cel spelnily i dalsze studiowanie niczego juz nie zmieni.

3. Bez sensu piszesz, ze kazdy powinien isc na studia techniczne (a inne studia to nie studia), bo jak ktos nie ma smykalki to w IT bedzie co najwyzej kiepsko oplacanym popychadlem. Jesli ktos i tak w zyciu ma byc popychadlem, to faktycznie IT lepsze ale w innych dziedzinach tez da sie zarobic i osoby z potencjalem powinny studiowac kierunek zgodny z ich predyspozycjami. Tworzac elite w innej branzy tez beda dobrze zarabiac. Moim zdaniem tego typu wpisy tworza szkodliwy mit „zlotych gor” jakie czekaja na kazdego, kto pojdzie do IT. Niestety, jak wszedzie dobry specjalista zarobi dobrze a popychadla beda musialy sie zadowolic ochlapami. Taka jest kolej rzeczy.

4. Zgadza sie, ze 40latkowi jest sie trudniej przekwalifikowac ale nie pisz bzdur ze to koniec kariery (albo jacy sa biedni 30-letni nauczyciele, ktorzy sa raptem 6 lat po studiach lol i musza sie przekwalifikowac – no faktycznie biedactwa, pol zycia zmarnowane). Poki co bedziemy pracowac do 67 roku zycia. 40 lat to nawet nie jest srodek kariery. Wiem, ze IT to mloda branza ale tez nie przesadzajmy. Tak samo, ze programowanie to lata nauki. Rok, dwa lata ciezkiej pracy od podstaw i mozna byc juz uzytecznym komercyjnie w branzy tak chlonnej jak IT. A pozniej mozna sie dalej doksztalcac na jakiegos uber specjaliste.

Użytkownik Karol napisał/a:

13 września 2014


@prop
W niektórych aspektach wydajesz się mieć racje jednak niektóre kwestie opisane przez Ciebie to głupoty. Studia zaoczne są łatwiejsze i trudno się na ten temat rozdrabniać. Mają mniejszy wymiar godzin, bardziej okrojony materiał i robi się je przeważnie dla papierka. Student zaoczny może się czegoś nauczyć w pracy, ale chyba nikt nie powie mi że nauczył się czegoś na uczelni bywając tam raz w miesiącu. Jestem studentem i mam znajomych na takich kierunkach..

Fakt, ktoś zdolny może zdobyć doświadczenie i „dorabiać papierek na boku”, wydaje Ci się że jest do przodu. Zastanówmy się tylko jaki jest punkt odniesienia? Względem czego jest do przodu? Jest czas na naukę i czas na pracę.. Jaki sens ma wybranie gorszej uczelni (z mniejszym poziomem) aby szybciej zdobywać doświadczenie zawodowe? Ja ukończę studia dziennie i też zacznę zdobywać doświadczenie. Nawet nie muszę ich kończyć, bo pracę da się zacząć już na ostatnich latach. Ciągle uważam, że więcej wynoszę z lat edukacji mając za sobą uczelnie dzienną niż zaoczną. Nie wszystkiego da się nauczyć w domu, nie wszystkiego uczą w firmach..

Tak jak napisałem w poprzednim komentarzu, można na własną rękę nauczyć się języka programowania i zdobyć jakieś doświadczenie, wydaje CI się wtedy że jesteś krok przed studentami dziennymi. A co z materiałem przerabianym na studiach dziennych? Fizyka, MES, analiza, dyskretna, elektra, mechanika? To wszystko nie jest potrzebne?

Rozumiem, że można bez tej wiedzy programować, ale to bardzo zawęża horyzonty. Człowiek, który da radę przebrnąć przez studia dziennie jest bardziej wszechstronny w przedmiotach technicznych. Zależnie od firmy w jakiej będzie pracował, ta wiedza na prawdę może się kiedyś przydać.

Idąc Twoim tokiem rozumowania, studia wcale nie są potrzebne. Nie powinno ich być. Po co robić jakieś gówniane kierunki zaoczne albo szkoły prywatne, lub dzienne politechniki i akademie. Lepiej niech każdy uczy się sam. Papierkiem z uczelni i tak można sobie jedynie zapalić w piecu. Ile się nauczysz – tyle będziesz w życiu umiał. Znieśmy wykształcenie wyższe. Po co w ogóle ktoś to wprowadził?

Podejście to wydaje się mądre (z pozoru). Nie wyobrażam sobie programisty, który na własną rękę uczy się mechaniki lub statystyki matematycznej. Zanika w tym wypadku wszechstronność i idea wykształcenia wyższego. Idea stopnia naukowego który zdobywasz, udowadniając że jesteś w stanie pojąć wiedzę w pewniej dziedzinie nauki.

Klepaczem kodu może zostać każdy, ciekawe co zrobić w przypadku, gdy wymagana jest implementacja skomplikowanych obliczeń, algorytmów lub zjawisk fizycznych? Kiedy wymagana jest wiedza z innej dziedziny nauki aby umieć komputerowo analizować obrazy? Wtedy do akcji wkracza przełożony, ktoś kto posiada szerszą wiedzę w różnych dziedzinach. MOIM ZDANIEM zapewne nie będzie to osoba po studiach zaocznych, która była na uczelni 2 razy w miesiącu aby zdobyć papier.

Użytkownik prop napisał/a:

14 września 2014


Nie szalej tak – w mojej wypowiedzi nie ma chocby sugestii, ze uwazam iz uczelnie to przezytek i nalezy je zamknac.

Masz strasznie „szkolny” sposob myslenia. Odnosze wrazenie, ze gdzies wciaz tkwisz na etapie szkoly, gdy zaliczanie kolejnych przedmiotow dawalo awans z klasy do klasy a dobry wynik z egzaminu – dobra szkole. Z gimnazjalisty stawales sie licealista a wszystko bylo poukladane w logiczna calosc. Zapewne stad u ciebie ta wiara w magiczna moc wiekszej liczby godzin w siatce ECTS z przedmiotu „matematyka dyskretna”. Wierzysz, ze skonczenie 5-cio letnich studiow z takim a nie innym programem uczyni cie kompletnym programista a to jest bzdura. Taka sama jak to, ze w opozycji do tradycyjnej, uniwersyteckiej edukacji masz tylko rozpasane samouctwo bez zadnych podstaw.

Wiec tak:

1. Imo sa kierunki, ktore zupelnie sie nie nadaja na zaoczne (glownie te, ktore dosc mocno korzystaja z zaplecza uczelni typu laboratoria, specjalistyczny sprzet), takie ktore mozna studiowac w dowolnym trybie i takie ktore lepiej laczyc z praca (np. zarzadzanie, gdzie poziom studentow jest wyzszy na zaocznych niz dziennych).

2. Poziom studiow zalezy od wielu czynnikow i czesto tryb ma marginalne znaczenie. Istnieje kolosalna roznica pomiedzy studiami na uczelni panstwowej x a na uczelni panstwowej y. Ten sam przedmiot moze byc latwy badz trudny w zaleznosci od wykladowcy.

3. Zgodze sie, ze studia dzienne moga byc najlepszym trybem – zwlaszcza dla osob mlodych, swiezo po maturze, ktore musza sie nauczyc podstaw, metodyki studiowania itd. Osoby, ktore potrafia sie samodzielnie uczyc skorzystaja tak samo z dziennych jak i dobrych zaocznych. Z moich obserwacji wynika, ze najlepiej wychodza osoby, ktore po maturze studiowaly 2 lata albo caly I stopien dziennie a magisterke robia zaocznie. Podstawy maja, przedmioty ktore wymieniles sa na 1, gora 2 roku studiow a cala reszte uzupelniaja juz pracujac.

4. To u was nie ma fizyki, matematyki czy elektroniki na zaocznych? o.o

5. W dzisiejszych czasach uczyc sie mozna na wiele sposobow – nie tylko na uniwerku albo solo. Oprocz ksiazek i tutoriali masz kursy, sa wyklady i cwiczenia online z najlepszych uniwersytetow (rowniez z matematyki czy fizyki), jest coursera, sa projekty open-source, sa ludzie. I tak – w pewnym sensie ile sie nauczysz tyle bedziesz umial ale to dotyczy kazdej edukacji, nie tylko uniwersyteckiej. Uczelnie sa potrzebne ale to nie znaczy, ze stanowia jedyne czy najlepsze w danej sytuacji zrodlo wiedzy.

6. Praca daje ci cos czego nie dadza ci studia – doswiadczenie, rozwiazywanie realnych problemow, konferencje i przede wszystkim prace w otoczeniu lepszych od siebie. A wiedze akademicka mozesz zdobyc na 50 roznych sposobow (pkt. 5). Jesli studia dzienne mozesz laczyc z praca na pelen etat od 4 roku to oznaczna ni mniej ni wiecej tylko tyle, ze rownie dobrze II stopien mozna robic zaocznie.

7. Serio nie neguje wszechstronnosci ani nie zachecam do bycia klepaczem kodu o waskich horyzontach. Niemniej uwazam, ze w dzisiejszych czasach dostep do wiedzy jest tak powszechny, ze nalezy zmienic myslenie o tytule i edukacji wyzszej. Uczyc sie bedziesz cale zycie, wiec nie licz ze po studiach skonczy sie czas na nauke a zacznie tylko praca. Po prostu musisz byc bardziej elastyczny w zdobywaniu wiedzy a nie slepo wierzyc, ze po 5 latach studiow dziennych dostaniesz oswiecenia niedostepnego innym smiertelnikom (zwlaszcza tym z zaocznych).

8. Nie kazdy kto koduje jest programista. Symulacje zjawisk fizycznych to zupelnie inna bajka. Do wielu dziedzin potrzebny jest doktorat i doglebna wiedza akademicka i ja tego nie neguje. Ale do wielu dziedzin, ktore wymieniles studia z informatyki nie sa w ogole potrzebne – to zadanie innych specjalistow. Podobnie jak mes, ktory jest narzedziem inzynierow ale niekoniecznie jest uzywany przez programistow, ktorzy maja zupelnie inne zadanie. I mitem jest, ze twoim przelozonym bedzie osoba o najbardziej wszechstronnych kompetencjach – owszem, powinna byc kompetentna ale chodzi o zupelnie inne rzeczy niz znajomosc mes.

Użytkownik xx.Alan napisał/a:

14 września 2014


do uzytkownika prop:

jestes debilem? napisaleś że studiujesz dziennie zeby być lepszym ale odrzucasz oferty pracy i że to nie logiczne. Wszyscy studenci dzienni tak robią tak powinny wlgadac studia! najpierw studiujesz potem pracujesz. naturalna kolej rzeczy! Co w tym jest takiego nie logicznego?!?!?!?

Prop napiales: bezsensu ze naklaniasz na studia techniczne, kazdy powinien isc tam gdzie chce. TY CHYBA NIE ZROZUMIALES TEGO ARTYKULU, autor pisal że bezsensu isć na studia PEDAGOGICZNE SKORO NIE MA PO NICH PRACY. Ze lepiej celowac w kierunki ktore zapewniają prace czyli np informatyka lub inne tehcniczne na ktore jest popyt. Dlaczego piszesz ze kazdy sie dorobi jesli tylko bedzie dobry skoro dla nauczycieli nie ma pracy ni chu*a dla filozowów tez.

prop jesteś zwykłym klepaczem kodu tak mysle jak czytam twoje komentarze. Umiesz programowac i nic wiecej.
Mnie tez wku****a to ze studiuje na dzinenych, duzo mnie to kosztuje zarówno kasy i nauki, a jakies barany na zaocznych dostają papier uczelni wyzszej za ku***a płacenie 3000 złotych za semestr. I dobrze wiem jak wygladaja studia zaoczne, to jest dno dno i nic wiecej. ZDobywanie papieru na sile. zaoczni nie maja zadnych osiagniec, pracodawca zawsze chetniej wezmie dziennego niz zaocznego. oczywiscie mowie o sytuacji gdy oboje coś umia

Użytkownik Karol napisał/a:

14 września 2014


Ja bym to ujął inaczej: można być {[(„programistą”)]} ucząc się w domu na własną rękę, w sumie nic nie stoi na przeszkodzie. Osobną kwestią jest chęć posiadania wykształcenia wyższego, wszystkie uczelnie w Polsce powinny reprezentować podobny poziom. Inżynier inżynierowi nie równy.. Wykształcenie wyższe powinno być reprezentowane odpowiednią wiedzą, jeżeli komuś nie pasuje za dużo matematyki i innych {[(„nie przydatnych przedmiotów”)]} to niech się na studia nie pcha wcale, tylko uczy programowania w domu. Studia zaoczne i szkółki niedzielne bardzo zaniżają poziom edukacji i wydają dyplomy za nic. Trzeba być konsekwentnym i sprawiedliwym, może studia zaoczne na jakiejś Politechnice Warszawskiej nie są bublem, jednak studia zaoczne w {[(„Prywatnej Wyższej Szkółce Biznesu w Straszęcinie”)]} już niestety tak. Niestety takie szkoły rosną jak grzyby po deszczu, bo to się opłaca. Przepychanie studentów bo ich rodzice płacą grubą kasę za papier magistra.

Ostatnio było na ten temat kilka artykułów na WP.pl. Dotyczyły afer związanych z bezprawnym działaniem takich uczelni w tym bezprawnym wydawaniem dyplomów.

Użytkownik prop napisał/a:

14 września 2014


Prosze – o to zywy przyklad tego, co zostalo przeze mnie stwierdzone wczesniej – ze w dzisiejszych czasach studia dzienne nic nie znacza. Jak widac czlowiek, ktory nie potrafi kulturalnie prowadzic dyskusji i co gorsza – pisac poprawnie w ojczystym jezyku moze byc studentem studiow dziennych na panstwowej uczelni.

Ja w tym momencie pasuje, bo nie bede prowadzic dyskusji na poziomie rynsztoka i klepaczy kodu – debili, ktorzy cos „umia” badz „nie umia”.

Karolu – dobrze zaczynasz kminic piszac, ze wartosc formalnego wyksztalcenia jest coraz nizsza ale nie jest to wina tylko i wylacznie prywatnych szkol. Idzie niz, uczelnie panstwowe przyjmuja jak leci, nadprodukcja magistrow i inzynierow trwa w najlepsze od wielu lat. By zachowac elitarnosc studiowac powinno 10, gora 20% mlodziezy a nie polowa jak teraz, bo jak widzisz chociazby na swoim blogu – dziennie studiuja rozni ludzie. Zreszta ten sam problem ma caly zachodni swiat – ludzi z wyzszym wyksztalceniem jest za duzo w stosunku do stanowisk, do ktorych potrzeba wyzszego wyksztalcenia.

Nie bede cie na sile przekonywac. Na zakonczenie tylko powiem, ze jak pojdziesz do pracy, spotkasz dobrych fachowcow po studiach kierunkowych, bez studiow, po studiach od czapy, to sam ocenisz jak jest. Zobaczysz tez, ze bycie klepaczem kodu jest uzaleznione od wielu czynnikow – nie tylko od wyksztalcenia i umiejetnosci i ze liczy sie tez wiele innych rzeczy. Wartosc zdobytego wyksztalcenia oraz jego wplyw na twoja kariere bedziesz mogl ocenic dopiero po latach od zakonczenia studiow.

Użytkownik absolwent prywatnej uczelni napisał/a:

20 września 2014


Bardzo fajny artykuł oddający istotę rzeczy:
maturzysta.dlastudenta.pl/artykul/Studia_dzienne_i_zaoczne_Co_wybrac,104124.html

Rozpoczynam od Paź studia mgr na Państwowej uczelni. Na razie mam tytuł inż. z prywatnej uczelni informatycznej. Za kilka miesięcy wypowiem się na temat poziom nauczania. Czy jest różnica czy jej nie ma. Rozmawiałem z wieloma osobami na ten temat. Wszyscy są zgodni poziom nauczani tak jak być powinien to był 20 lat temu. Ostatnio spotkałem się z koleżanką z liceum która miała same dwóje i ledwo przechodziła z klasy do klasy. Skończyła państwową uczelnię bez problemu. Pytam: „tak dobrze szła ci nauka” odpowiedź: „nie, dobrze spisywałam ze smartfona”

Użytkownik tobiasz napisał/a:

04 października 2014


moją sąsiadka skończyła Uniwersytet Wrocławsku na kierunki związanym z IT. Zapytałem ją ostatnio co to jest float oraz czy się różni asocjacja od agregacji, varchar od char, pole typu blob. Nic nie wiedziała, a to wszystko miała na studiach bo patrzyłem na jej plan ;) A pracę dostała tylko dlatego że jej mamusia załatwiła jej pracę po znajomości. Jest nauczycielką… naucza sama nic nie umiejąc. Jak zobaczyłem jej projekty na studia to parsknąłem śmiechem, bo jak robiłem podobne w gimnazjum. Ja skończyłem prywatną uczelnie i wiem więcej i umiem więcej zrobić niż ona ;) praktyka czyni mistrza, a nie uczelnia.

1 2 3 4

Zachęcam Cię do zostawienia komentarza!

Ilość znaków: 0

Zachęcam Cię do polubienia bloga na facebooku! Dając lajka wspierasz moją pracę - wszystkie artykuły na blogu są za darmo!