P-Programowanie

Dlaczego warto studiować (informatykę)

Ostatania modyfikacja: 27 września 2017, kategoria: Studia, Studia i praca

Panuje ogólne przekonanie, że studia w Polsce nic nie znaczą. Panuje ogólne przekonanie, że studia zrobić może każdy, a później i tak nie będzie miał pracy. Popierają i nakręcają to różne internetowe blogi i słabej jakości artykuły. Często ich autorami są osoby, które z własnej winy wybrały nietrafiony kierunek studiów po którym zwyczajnie nie ma pracy. Więc czy warto i dlaczego warto studiować informatykę?

Internetowe porady na temat studiów

W Polsce panuje ostatnio kampania „nie idź na studia” – z taką opinią można spotkać się prawie we wszystkich mediach. Ile w niej prawdy ? Do napisania tego artykułu skłoniły mnie dziesiątki takich artykułów, vlogów, wypowiedzi, które młodym polakom odradzają studiować na rzecz szybszego rozpoczęcia pracy.

Od razu mówię, przed napisaniem tego artykułu nie zaglądałem do żadnych statystyk GUS, kieruje się własnym niewielkim doświadczeniem oraz spostrzeżeniami jakie sam wynoszę z uczelni. Nie będę tutaj lał wody o rynku pracy, ekonomii i zatrudnieniu, ponieważ najzwyczajniej się na tym nie znam. Rynek pracy zmienia się tak szybko a panujące na nim sytuacje można interpretować w tak różnoraki sposób, że mają z tym problem nawet eksperci zajmujący się tym zawodowo. Potwierdza to fakt, że jak dotychczas nikomu nie udało się znaleźć słusznego rozwiązania, które usunie problemy studiów, bezrobocia i zatrudnienia.

W takim wypadku pytam: po co kampania anty-edukacyjna nakręcana w internecie? Jaką wiedzę na temat trendów na rynku pracy ma Mirek prowadzący bloga i zarabiający z reklam AdSense? Z niektórych artykułów jakie można znaleźć w sieci bije wręcz nienawiść do osób studiujących. W takich przypadkach można zakładać, że być może ich autorom nie wyszło życie..? Albo wywalili go z uczelni i wylewa żale na blogu, albo wybrał zły kierunek i nagle stwierdził, że nikt nie zapłaci mu nawet złotówki za jego umiejętności. To jedyne argumenty jakie przychodzą mi na myśl..

Szczególnie duża niechęć do osób studiujących jest widoczna w komentarzach na znanych portalach informacyjnych, pod wszelkimi artykułami dotyczącymi szkolnictwa, studiów i edukacji. Studenci są tam nierzadko wyśmiewani, poniżani, traktowani jak pasożyty. Wielu ludzi ma przekonanie, że absolwenci szkół średnich wybierają się na studia ponieważ nie chce im się pracować. Moim zdaniem jest to zjawisko bardzo negatywne. Smutno jest czytać takie opinie, które w dodatku pisane są przez ludzi dorosłych.

Nietrafione argumenty przeciw studiom

Najśmieszniej na tle całego zamieszania ze studiami, wypadają nietrafione argumenty za i przeciw. Dla mnie sprawa jest prosta: idę na studia ponieważ chcę kiedyś dobrze zarabiać. Mam chęć poszerzania własnej wiedzy i jestem zdecydowany na własny rozwój, którego nie chcę zakończyć na liceum czy technikum. Nie zadowala mnie perspektywa nietwórczej pracy (np. fizycznej), ponieważ wiem, że stać mnie na więcej.

pracownik fizyczny

Chcąc nie chcąc trzeba przyznać: to edukacja, wykształcenie i wiedza są głównymi czynnikami, które determinują poziom dobrobytu ekonomicznego w przyszłości. Dodatkowych zmiennych jest wiele, nierzadko potrzebne są odpowiednie znajomości, jednak ostateczny sukces, mimo że jest wypadkową wielu czynników i tak musi być poparty wiedzą i samorozwojem.

Ludzie często twierdzą, że nie warto studiować 5 lat, ponieważ to zbyt długo. Przecież w tym samym czasie można zarabiać 1500zł netto miesięcznie. Można też wyjechać za granicę, daje to złudne wrażenie dobrobytu, ponieważ pojawia się efekt zarabiania na sprzedawanej walucie. Jakimi wyrzeczeniami jest to obarczone? Rozłąka z rodziną i fizyczna praca to tylko niektóre z nich. Niestety pracownik fizyczny skazany jest na takie samo wynagrodzenie przez całe życie, nie ma szans na awans. Praca fizyczna mimo, że szlachetna i potrzebna, nie daje możliwości awansów zawodowych.

Student przez kilka pierwszych lat musi dostawać pieniądze od rodziców, jednak po zdobyciu wykształcenia jego sytuacja materialna i społeczna przeważnie znacząco się polepsza. W dodatku ciągłe zdobywanie doświadczenia zawodowego daje ludziom z wykształceniem wyższym szansę na awans i poprawę warunków życiowych.

Można to porównać do spinania się po drabinie kariery. Studia są jej najniższymi szczeblami, których nie da się przeskoczyć. Wszyscy chcieliby dużo zarabiać jednak niewielu jest chętnych na dobre studia. Dobre studia to po pierwsze studia poparte choćby najbardziej naiwną i amatorską analizą rynku pracy.

Studia zaoczne i szkoły prywatne obniżają poziom edukacji

Prawdziwy problem ze studiami, to w moim odczuciu: możliwość studiów zaocznych i szkoły prywatne. Studia zaoczne nijak się mają do studiów dziennych. Studenci na zaocznych myślą, że mają wysoki poziom – i rzeczywiście, tylko tak myślą. Dawniej studia zaoczne wydawały mi się dobrą opcją, ale ostatecznie rodzice przekonali mnie do dziennych – był to wybór, którego nie żałuję.

Jedyny plus studiów zaocznych to możliwość zaczęcia pracy te kilka lat wcześniej i zdobywanie doświadczenia ekstra. Jednak nie ma nic za darmo! Wiedza zdobywana w pracy zawodowej (tzw. doświadczenie zawodowe), w żadnym wypadku nie równa się wiedzy teoretycznej zdobywanej na studiach. Jeżeli ktoś podaje argument, że jest w stanie nauczyć się więcej w pracy niż na uczelni to najwidoczniej nie rozróżnia tych dwóch kluczowych pojęć. Fakt, podejmując pracę wcześniej, szybciej zdobędziesz doświadczenie zawodowe z określonej dziedziny problemów, którą się zajmujesz. Nie będzie to jednak szeroka wiedza ekspercka z danej dziedziny nauki jaką jest informatyka albo szerzej z kilku połączonych dziedzin nauk inżynierskich.

Na zaocznych tak samo jak w szkołach prywatnych istnieje zjawisko płacenia za wykształceniezdobywanie papierka na siłę – byle był. Na studiach dziennych na państwowej uczelni, nie umiesz? – to wylatujesz. Masz 2-3 terminy później do widzenia. Kto wyrzuci studenta z zaocznych, skoro ten płaci po kilka tysięcy za semestr? Na studiach dziennych uczy się przetrwania, odporności na stres i radzenia sobie z trudnymi sytuacjami. Studia stają się wyzwaniem i głównym elementem życia, z którym trzeba sobie poradzić. Od kolegów z zaocznych słyszałem, że zapominają że studiują, w końcu są na uczelni dwa razy w miesiącu i to na siłę, od niechcenia. Przeważnie są wkurzeni bo woleliby wyskoczyć w weekend na piwko po tygodniu pracy. Materiał także jest bardzo okrojony, ponieważ spotykając się dwa razy w miesiąc nie da się przerobić tego, co dzienni mają przez 8h dziennie przez wszystkie dni w tygodniu. Nie są to moje puste słowa, tylko opinie moich znajomych oraz czysta logika.

Zaoczni często są oburzeni, twierdzą że muszą się wszystkiego uczyć na własną rękę, mają tylko mniej wykładów – kłamstwo. Prawda jest taka, że materiał jest okrojony bardzo, tak samo jak wymiar godzin. Albo inaczej, materiał jest niby ten sam, ale jak przyjdzie zaliczenie to przeskakują z totalnych podstaw. Zaoczni nie mają czasu na naukę, ponieważ przeważnie pracują na pełny etat i nawet nie myślą o zajęciach. Praca i edukacja to elementy, które trudno ze sobą pogodzić.

Uważam, że jeżeli ktoś chce pracować to niech pracuje, jeżeli ktoś chce się uczyć i mieć wykształcenie wyższe, niech idzie na studia dziennie. To nie jest w porządku, jeżeli siedząc 8h na uczelni przez wszystkie dni w tygodniu mam wykształcenie wyższe, tak samo jako osoba, która swoich studiów za bardzo nie pamięta. Odbija się to później na absolwentach, ponieważ pracodawcy chętniej przyjmują absolwentów studiów dziennych. Istnieje wiele uczelni mających renomę wśród pracodawców i ta renoma wypracowywana jest właśnie przez studentów dziennych.

Kupowanie papierka w szkołach prywatnych to już w ogóle pewien stopień patologii edukacji i powinno być to zabronione. Nie mogę zrozumieć, dlaczego państwo pozwala na takie cyrki, skoro później każdy narzeka na brak pracy, lub pracuje fizycznie jak osoba z wykształceniem zawodowym. Po co w tym wypadku studia? Ci ludzie, później piszą komentarze i są wściekli na cały świat, bo zmarnowali czas i pieniądze. Nie rozumieją, że to nie studia dają gwarancję dobrych zarobków i pewnego zatrudnienia, tylko wiedza jaką zdobywamy podczas studiów.

Niestety co gorsze, kupowanie papierka to też domena bogatych rodziców i ich dzieci, które i tak są już ustawione. Po co syn ma harować na renomowanej uczelni publicznej gdzie oczekiwania wobec studentów są duże, skoro ojciec zapłaci za studia na prywatnej uczelni, z której wylecieć się nie da. Później i tak biznes rodziny przechodzi z ręki do ręki, ale głupio gdyby syn nie miał wykształcenia wyższego.

Nie przytaczaj proszę argumentu, że w Stanach Zjednoczonych prawie wszystkie uczelnie są płatne i mimo to mają bardzo wysoki poziom.. To całkiem inna płaszczyzna! Jeżeli Polska rozwinie się tak jak Stany Zjednoczone i edukacja będzie miała tak wysoki poziom jak tam – bardzo proszę! Obecnie jest to nie możliwe. Mimo tego, że za pilnowanie poziomu uczelni wyższych odpowiedzialna jest Komisja Akredytacyjna to duża część z nich pozostawia wiele do życzenia i nie powinna w ogóle istnieć. Nie jestem ekspertem, nie wiem w którym miejscu występują zaniedbania, lecz z całą pewnością występują. Chętnym polecam zainteresowanie się tematem i odszukanie statystyk oraz oświadczeń w.w. jednostki prawnej.

Swego czasu była nawet w Polsce afera polegająca na tym, że pewien wysoko postawiony polityk zamiatał pod dywan ostrzeżenia Komisji Akredytacyjnej o niedopełnianiu obowiązków przez wiele prywatnych edukacyjnych jednostek. Nie powinien dziwić fakt, że ów polityk był też właścicielem prywatnej uczelni. Dla chętnych zagłębienia się w temat interesujące mogą okazać się statystyki np. agencji Sedlak & Sedlak, która zajmuje się badaniem i analizą rynku. Wynika z ich jednoznacznie, mediana zarobków absolwentów studiów dziennych jest wyższa o średnio 20%.

Świadomy wybór słabych kierunków

Drugim elementem bardzo mieszającym jeżeli chodzi o studia są słabe, nieprzydatne kierunki. Gówniane kierunki marnują czas, pieniądze, często nie ma po nich absolutnie żadnej wiedzy. Uważam, że dobre studia to kierunki techniczne (oprócz wyjątków, które można wyliczyć na placach jednej ręki). Przeglądając w internecie najnowsze oferty szkół wyższych można dostrzec kierunki studiów, które nie powinny istnieć.

Być może pisząc to bije ze mnie hipokryzja, ale dlaczego pielęgniarka musi posiadać wykształcenie wyższe? Mamy lekarza po studiach, mamy pielęgniarkę po szkole średniej, a po środku stoi pielęgniarka po studiach. Czy nie powinna wybrać medycyny (skoro i tak studiowała) lub zrezygnować? Dlaczego bibliotekarka musi posiadać wykształcenie wyższe? Dlaczego istnieją studia pt. florystyka i ogólnie rzecz ujmując są to studia o kwiatach? Jeżeli trend się utrzyma niedługo kierowca i sprzedawca będzie musiał posiadać odpowiednie studia.

Pół roku temu wszyscy mówili o wielkich zwolnieniach nauczycieli, że prawdopodobnie będą musieli się przekwalifikować. Tylko jak to zrobić w wieku 30 lat? – no cóż, sytuacja nieciekawa. Spowodowane jest to trendami na rynku pracy, które zmieniają się cyklicznie co kilkanaście lat, nikt nie jest w stanie tego przewidzieć. Ale co mam myśleć jak miesiąc później część moich znajomych wybiera się na studia pt. pedagogika. Trąbią w mediach że pracy nie ma, że takich ludzi jest obecnie na rynku więcej niż rynek byłby w stanie przyjąć. Mimo tego, co roku młodzi ludzie świadomie takie właśnie kierunki wybierają. Co tacy ludzie sobie wyobrażają?

A co później? – później zaczyna się lament. Tacy studenci wylewają żale i piszą, że nie warto iść na studia. Dodają komentarze oczerniające polski system edukacji. Zapominają dodać, co konkretnie studiowali? Albo gdzie? Może warto byłoby pisząc takie artykuły, dokładnie pisać w nich co studiował autor? Jest na prawdę niewiele kierunków czysto technicznych, których absolwenci narzekaliby na brak zatrudnienia. Nigdy nie zrozumiem jak można mieć pretensje do kogokolwiek innego niż do samego siebie, świadomie i dobrowolnie wybierając kierunek studiów po którym jest duże bezrobocie. Przesycony rynek to po pierwsza mała szansa na zatrudnienie, a po drugie małe zarobki.

Osobiście nie twierdzę, że studia z bibliotekarstwa albo muzyki kościelnej są łatwe, tak samo jak filozofia, teologia, pedagogika i wszystkie inne takie kierunki. Wręcz przeciwnie na pewno wymagają wielkiego wkładu pracy. Wydaje mi się, że są to studia trudniejsze niż studia techniczne, ponieważ na politechnikach nie trzeba wkuwać i czytać ton książek miesięcznie. Ale co z tego? Skoro nikt za to w przyszłości nie zapłaci? Podchodzenie do tych kierunków to jak robienie studiów dla hobby. Skoro ludzie żyją od wypłaty do wypłaty, nie dziwne, że nie wydają pieniędzy na sztukę, kulturę i rozwój duchowy. Mimo to kierunku Akademii Sztuk Pięknych cieszą się większą popularnością niż większość informatyk w Polsce.

Oczywiście kierunki humanistyczne nie mogą zniknąć, to nie jest rozwiązanie! Należałoby raczej zredukować ilość miejsc poprzez podniesienie progu rekrutacji albo podnieść znacznie poziom kształcenia. To spowodowałoby, że dany kierunek studiów kończyłyby jednostki bardziej wybitne. Mniej zdolni, szczególnie Ci którzy studia wybrali z przypadku, zwyczajnie zostaliby wyeliminowani.

Dlaczego wybrać informatykę?

Nie znam ani jednej osoby po studiach informatycznych, która nie ma pracy. Jeżeli już jej nie ma – to prawdopodobnie z lenistwa. Nie znam nikogo, kto studiuje informatykę i martwi się o pracę. Zatrudnienie dostają wszyscy, przeważnie już w trakcie studiów. Osobiście dostałem kilka ofert pracy będąc już na 2 roku studiów. Musiałem je odrzucić przez to, że studiuję na dziennych i wcale tego nie żałuję. Praca była jest i będzie, a wiek 20-25lat to najlepszy wiek na zdobycie wykształcenia. Natomiast mając rok doświadczenia zawodowego dostaje się około 2-3 ofert pracy tygodniowo, wręcz nie da się od nich uwolnić.

Czego to dowodzi? Dowodzi to tego, że jest bardzo wielkie zapotrzebowanie na akurat takich ludzi. Mało jest zawodów, w których pracodawcy sami szukają dla siebie pracowników, proszą ich aby przyszli na rozmowy rekrutacyjne. Informatycy na stażach zarabiają od 1500zł netto. A są to staże na niepełną ilość godzin. Z rokiem doświadczenia zawodowego pensja bardzo rzadko jest poniżej 4000zł netto. Oczywiście idziesz na staż, jeżeli coś potrafisz. Nie istnieje reguła mówiąca – jesteś studentem informatyki więc dajemy Ci kasę a Ty siedź i udawaj że coś u nas robisz.

Staż czy praca na niepełny wymiar godzin nie jest na prawdę żadnym problemem. Trzeba jedynie się przełamać, ponieważ pierwsze rozmowy kwalifikacyjne przeważnie bywają stresujące. Weź pod uwagę, że w innych branżach ciężko załapać się na staż choćby bezpłatny, a w informatyce bezpłatnych stażów w ogóle nie ma.

Pretensje studentów, że nie mają pracy

Ostatnią sytuacją o której wspominam, jest pewna grupa społeczna, będąca podzbiorem ogółu studentów. Zachodzi wśród niej śmieszne zjawisko: idą na słabe kierunki wybrane z przypadku. Jak można później narzekać na brak pracy? Jak można pójść na studia chemiczne nie zdając matury z chemii i nie interesując się wcześniej chemią?

Na studiach jak to na studiach, nikt nie prowadzi Cię za rękę, nie mówi jak masz się uczyć – masz uczyć się sam. Od czasu do czasu sprawdzana jest tylko Twoja wiedza aby sprawdzić, czy nie dostaniesz wykształcenia wyższego za darmo.

Ludzie dorośli na studiach, powinni sami kierować swoją karierą. Stawiają czoła studiom, a w międzyczasie sami przygotowują się do życia zawodowego jak umieją najlepiej. Studia do tego nie przygotowują, pokazują one drogę, którą można wybrać. Na studiach spotykamy się z różnymi rzeczami (np. metody elementów skończonych, mikrokontrolery itp), z którymi ciężko było by się spotkać od tak przypadkowo. To którą drogę wybierzemy zależy od nas – wielu studentów nie wybiera żadnej drogi a później jest płacz.

Ukończenie studiów nie gwarantuje, że jesteśmy na tyle mądrzy, że ktokolwiek zapłaci nam za nasze umiejętności. W szkole nas szkolą – czyli uczą, ktoś nas uczy. Na studiach się studiuje, studiowanie polega na zdobywaniu wiedzy na własną rękę. Bądź pewny jeżeli skończysz studia ale nie jesteś specem w jakiejś dziedzinie (różne dziedziny związane ze swoim kierunkiem pokazuje Ci uczelnia) to pracy nie znajdziesz.

I dochodzimy tutaj do konsensusu. Studenci często narzekają na nieprzydatne przedmioty, których muszą się uczyć. Na tym polega właśnie zdobywanie wiedzy. Poznanie wielu zagadnień pozwoli wybrać nam to, z którego kiedyś będziemy się utrzymywać. Nie przypadkowo na studiach informatycznych zajmujesz się wszystkim na raz: programowaniem, sieciami, grafiką, przemysłówką, programowaniem embedded. Wszystko po to, abyś mógł się odnaleźć w tym co najbardziej Ci pasuje.

Po co iść na studia, można uczyć się w domu

Wiele osób jest bardzo głęboko przekonanych, że 5 lat studiów przeważnie w obcym mieście, to nie lada strata czasu. Twierdzą, że na studiach znajduje się wiele nieprzydatnych przedmiotów.

Weźmy pod uwagę np. informatykę. Na pierwszym roku studiów praktycznie wcale nie zobaczysz komputera. Kiedy go już zobaczysz w późniejszych semestrach, to będziesz uczył się o jego budowie mechanicznej – hardwarowej. Pisanie wszelkich aplikacji zaczyna się dopiero na późniejszych semestrach, po przebrnięciu przez szereg przedmiotów matematycznych oraz fizycznych.

Czy jest to złe? Absolutnie nie! Wykształcenie wyższe jakie nabywamy po ukończeniu szkoły wyższej, zobowiązuje nas do posiadania pewnego zakresu wiedzy ogólnej jak i specjalistycznej. Dlatego właśnie na studiach informatycznych, istnieje wiele różnorodnych przedmiotów, nie związanych zupełnie z informatyką. Danego języka programowania można nauczyć się w domowym zaciszu, czytając 1000 stronicową książkę nawet w kilka miesięcy. Po opanowaniu tego języka można już szukać pracy! Jednak pamiętaj, że ciągle nie ma to żadnego związku z wykształceniem wyższym.

Będąc inżynierem musisz mieć pojęcie o elektrotechnice, mechanice czy narzędziach jakie oferuje nam w XXI wieku matematyka. Choć na pierwszy rzut oka może Ci się wydawać, że całek nie będziesz używał, to jednak Twoje myślenie szybko się zmieni, kiedy zleceniodawca zażyczy sobie do napisania program obliczający naprężenia w belkach lub parametry skręcanych prętów. Praktycznie każdy zaawansowany projekt programistyczny składa się w jakimś stopniu z algorytmów, a powodzenie i wydajność tego projektu zależy od ich optymalizacji i skuteczności. Czym jest algorytmika jak nie czystą matematyką?

Ludzie, którzy tego nie rozumieją i twierdzą, że marnuję 5 lat studiów na studia informatyczne, a Mirek nauczył się programować bez studiów, są niepoważni. Nie ma sensu z nimi dyskutować, ponieważ prawdopodobnie już nic nie jest w stanie ich przekonać. Nie biorą pod uwagę faktu, że Mirek nauczył się programować (więc ma w swoim ręku narzędzie) ale nie ma bladego pojęcia o żadnej innej dziedziny nauki. Dlatego teraz Mirek naddaje się jedynie do rozwiązywania zadań maturalnych z informatyki, a inni ludzie posiadający szerszą wiedzę, będą tworzyć oprogramowanie dla koncernów, projektantów czy sektora medycyny.

Mimo, że Mirek poradził sobie z nauką danego języka programowania, to prawdopodobnie ciężko będzie mu na własną rękę nadrobić braki w matematyce, fizyce i innych trudnych ścisłych przedmiotach. Prawdziwa wiedza, to nasza wiedza specjalistyczna (kierunkowa) połączona z innymi rozległymi dziedzinami nauki. Im więcej potencjalnych problemów umiemy rozwiązać, tym bardziej atrakcyjni jesteśmy zawodowo. Programista bez szerokiego spektrum pomysłów jest warty po prostu mniej.

Jeżeli ktoś przytoczy Ci argument, kiedy będzie mu w życiu potrzebna funkcja kwadratowa lub całka – absolutnie przerwij z nim rozmowę, ponieważ nie ma ona sensu. Ludzie z tak płytkim myśleniem nie rozumieją nawet na czym polega ich osobisty rozwój. Jak w takim wypadku dyskutować z nimi o studiach? Wiadome, nie wszyscy decydują się na studia, nie wszyscy powinni iść na studia, lecz mało kto potrafi operować tak nietrafionymi argumentami.

Mam wielu znajomych, którzy nie wybrali studiów i był to ich osobisty prywatny wybór. Niektórzy z nich mają potencjał i studia mogliby zrobić, inni nie mają. Lecz żadnemu z nich nie trzeba tłumaczyć, dlaczego w pewnym okresie życia młody człowiek musi uczyć się np. matematyki czy języka polskiego i czemu to służy.

Podsumowanie

Uważam – że warto studiować. Jeżeli zdecydujesz się na studia, wybieraj kierunki techniczne: informatyka, budownictwo czy energetyka. Zapewniam, że nie będziesz narzekał na brak zatrudnienia lub niskie zarobki. Mając taki fach w ręku, możesz też celować w wyjazd za granicę, tam też można się dorobić. Angielski po studiach każdy zna, więc to nie problem.

Odpuść sobie natomiast kierunki słabe i przeciętne, coby w przyszłości nie żałować straconych lat życia a przede wszystkim pieniędzy jakie wydałeś, a jakie mogłeś w międzyczasie zarobić.

Pisałem, że studia zaoczne są gorsze, bo są, i nie ma co się obrażać jeżeli na takich jesteś. Na studiach dziennych miałbyś o wiele więcej pracy i nauka kosztowała by Cię więcej poświęceń. A doświadczenia w pracy i tak byś nabrał.. później, po studiach. Doświadczenie wyniesione z pracy nijak ma się do wiedzy teoretycznej ze studiów. Nigdy tak nie będzie, x lat pracy nigdy nie zastąpi studiów.

Mówienie, że dla ludzi po studiach nie ma pracy, jest tak samo głupie, jak mówienie, że dla absolwentów gimnazjów nie ma pracy. Jedyna różnica jest taka, że gimnazjum kończy każdy obowiązkowo. I co? Jedni zakładają firmy, jedni pracują zawodowo a inni stają się menelami. Różni ludzie osiągają różne rzeczy i nie można winić za to gimnazjum lub studiów. Problemem są ludzie, którzy potrafią przez 5 lat studiów, nic ze sobą nie robić. Traktują studia jako przedłużenie młodości, myśląc, że później jakoś to będzie i praca ich znajdzie. Myślą, że zaliczanie poszczególnych egzaminów i kolokwiów to zdobywanie wiedzy.

Użytkownik shader301202 napisał:

27 marca 2016


Dzięki tobie już wiem, że będę studiował :) Co prawda mam dopiero 14 lat i mieszkam w Niemczech, ale dobrze że wiem to już teraz.

Użytkownik Darek napisał:

26 kwietnia 2016


Częściowo się zgodzę sam jestem po nieudanych studiach prywatnych i jest ciężko podczas gdy znajomy po dobrej uczelni pracę znalazł zanim skończył pisać mgr. I tutaj się kończy moja zgoda ponieważ sam lubię kodzić i chcę się przebranżowić miałem dylemat dobra uczelnia czy nauka własna plus średnia uczelnia aby był papier dla podkładu. Kolega który jest chodzącym kalkulatorem poradził mi abym jednak siedział,pisał i łykną trochę matematyki aby wszystko się ułożyło, z drugiej strony za przykład podam wujka który skończył zawodówkę ( w dawnych czasach stanu wojennego ) sam wszystkiego się nauczył i do dziś pracuje w dużych polskich firmach.
Jeżeli masz 20-25 lat śmiało można uderzać w dobrą politechnikę jeżeli przespałeś moment jednak trzeba być realistą, możesz być dobry ale trzeba poszukać alternatyw które pozwolą ci pogodzić obowiązki i nie przeszkodzą w pisaniu, pisaniu i jeszcze raz pisaniu.

Użytkownik Grzegorz napisał:

01 maja 2016


Karolu.
Mam do Ciebie ogromną prośbę.
Skończ studia, popracuj troszkę jako programista w normalnym zespole a nie zespole cieciów z korporacji (większość to bezmyślne klepacze kodu – tak byłem i pracowałem w korporacjach).
Wróć. Napisz nowy artykuł.
Zobaczymy czy będziesz miał takie samo zdanie.
A teraz moje zdanie…
Większość informacji to przedpotopowe bzdury. Studia mają wykształcić osobę, która będzie szła do pracy z KONKRETNYMI UMIEJĘTNOŚCIAMI. Specjalnie napisałem to z dużych liter, bo osoba po studiach MUSI umieć rozwiązywać zagadnienia biznesowe LEPIEJ niż osoba, która tych studiów nie skończyła.
System amerykański da się wprowadzić. Wystarczą tylko dwa warunki. Pierwszy do dopuszczenie biznesu do możliwości oddziaływania co będzie wykładane na uczelni. Drugi warunek to wprowadzenie większości przedmiotów opcjonalnych bo nie rozumiem jak ktoś może podniecać się na widok przedmiotu np. ekonomii, która nie ma z ekonomią niemal nic wspólnego, albo z finansami, na których uczyłem się czym są papiery wartościowe. Na co mi to było to nie mam bladego pojęcia.
O ile budowa komputerów jest dla mnie kompletnie nieprzydatna, to jak najbardziej rozumiem sens dawania takich przedmiotów do nauki najczęściej młodym ludziom takim jak Ty.
Podsumowując …
Jeśli studia KSZTAŁCĄ, to jestem na tak. Gdyby wróciły mi się lata młodości, to nie poszedłbym na studia w Polsce, ale oczywiście rozważyłbym w późniejszym okresie wyjazd gdzie poziom jest wysoki. Bo w Polsce to dno i metr mułu. W dodatku podstawy podstaw pierdół, które średnio rozgarnięta osoba powinna zrobić zadania po kilkudniowym kursie (teraz umyślnie przesadziłem).
P.S. Jestem po studiach dziennych na uczelniach śląskich.
P.S2. Myślę, że jestem również przeciętnym przypadkiem.

Użytkownik Autorek napisał:

08 maja 2016


@Drogi Karolu,
Wpadłem przypadkowo na tę stronkę. Jestem w szoku, że tak jedziesz studia zaoczne. Studiuję na jednej ze średnich politechnik i absolutnie nie ma mowy o skracaniu materiału do nauki lub lżejszym traktowaniu. Nie raz wspominali nam prowadzący o tym, że nie ma taryfy ulgowej (choć podejrzewam, że niektórzy starają się nie dawać za dużo prac domowych z uwagi na pracę). Zjazdy co tydzień, każdy weekend zajęty, od 8 do 20 – standard. Często projekty do oddania z tygodnia na tydzień. Niektórzy po dniu spóźnienia odrzucali i pozostawała poprawka. Może na Twoich uczelniach w pobliżu tak jest, ale nie bądź takim ignorantem i nie powielaj stereotypów. Poza tym pamiętaj, że istnieją dwa rodzaje studiów zaocznych – inżynierskie i licencjackie; one też mają ogromną różnicę.

Od siebie dodam, że zaoczne są gorsze jedynie pod tym względem, że jeśli masz pracę równie intelektualną, może się nie chcieć w domu później znowu siedzieć na dupie i uczyć.

Użytkownik Diter napisał:

07 czerwca 2016


To moze cos od siebie 3x ruszylem na studia zaocznie. Mam liceum i zawod mechatronike min. Od dziecka sport itp od 8 roku zycia fascynacja hi tech. Pracuje zarabiam niezle. Zdecydowalem sie na studia tylko dlatego iz moim przelozeni sa wlasnie po gupich studiach etc. Czasami przy ich zagrywkach czlowieka by tylko wykorzystywali a sami sa ciency jak przecinak. Znam 4 jezyki w tym chinski, programowanie srednio od niskch jezykow do graficznych. Do tego znam sie na modernizacji roznego rodzaju od bga smd etc elektroniki. Wszyscy lubia na mnie wieszac w firmie h… , bo prezes wola mnie a nie ich. Czesto bywa tak ze ja tym zarzadzam, a z mojego punktu widzenia jestem tylko parobkiem

Użytkownik Przemek napisał:

07 lipca 2016


Witam,
dorzucę parę słów od siebie. Od 2 lat studiuję mechanikę i budowę maszyn dziennie na AGH-u w Krakowie. Oczywiście jest to kierunek przyszłościowy dający pracę. Mimo tego nie jestem przekonany do niego. Właściwie na 3 semestrze zdałem sobie sprawę że takie tematy mnie nie interesują i podjąłem błędną decyzję o wyborze kierunku studiów bo zwyczajnie się meczę ucząc się całymi dniami na 3-4 kolokwia tygodniowo. Dążę do tego, że warto kierować się również zainteresowaniami, sercem przy wyborze kierunku studiów, a nie patrząc na to tylko realistycznie i wybierając kierunek po którym jest praca. Postanowiłem kontynuować studia z tego względu, że nie mam żadnych znajomości przy szukaniu pracy ani dobrej sytuacji finansowej. Jest to zwyczajnie jedna z niewielu moich szans na awans społeczny. Jednocześnie od przyszłego roku zamierzam studiować kierunek humanistyczny- historię, moją pasję. Sedze, że dam radę w przeciwnym wypadku zrezygnuje z drugiego kierunku. Chciałbym wybić się ponad przeciętność rozwijając się zgodnie z zainteresowaniami, a nie ciągle robić rzeczy do których nie jestem przekonany. Niestety realia rynku pracy dla młodych ludzi w Polsce są brutalne i wybór kierunku studiów w moim przekonaniu powinien być pewnym kompromisem pomiędzy zainteresowaniami a możliwością znalezienia pracy po studiach. Mam nadzieje, że moje zdanie na ten temat rozświetli komuś drogę. :)

Użytkownik Technik napisał:

25 lipca 2016


U Pana chyba logika trochę szwankuje. Już pierwsze zdania o tym świadczą: „W Polsce panuje ostatnio kampania „nie idź na studia – bo nie”. Różni internetowi bloggerzy prześcigają się w wymyślaniu argumentów w poparciu tej tezy”. Skoro jest kampania „nie idź, bo nie”, co rozumiem jako brak argumentów, to drugie zdanie kompletnie temu przeczy. Powiem zatem, co ja wyczytałem w Internecie- dla informatyka(przede wszystkim programisty) dobrym rozwiązaniem jest ćwiczyć i uczyć się na własną rękę, najlepiej na jakimś stażu. Wtedy zdobywa się doświadczenie, tak cenne na rynku pracy. Najlepszą opcją jest jednak łączenie stażu ze studiami, jednakże na wymagającej uczelni może być to niemożliwe. W branży programistycznej przede wszystkim liczą się umiejętności, chyba że zależy komuś na pracy w korporacji, wtedy tzw. „papierek” może mieć decydujące znaczenie. Ogólnie rzecz biorąc, zawsze lepiej jest mieć skończone studia niż ich w ogóle nie mieć, ale tak jak napisałem, doświadczenie bywa cenniejsze.

Użytkownik Tadeusz napisał:

29 września 2016


Siema. Jestem w klasie maturalnej pochodzę z Łabowej (miejscowość pod Nowym Sączem). Z TV wiem, że podobno PWSZ w Nowym Sączu ma informatykę. Oferuje tytuł inżyniera. Czy pójście i rzetelne uczenie się na własną rękę ma sens na takiej uczelni nie jest czasem zmarnowanym? Czy po takich uczelniach można kontynuować studia np. na Politechnice Krakowskiej czy Wrocławskiej na topowych kierunkach? Drogi Karolu, proszę o Twoje zdanie.

Użytkownik Karol napisał:

03 października 2016


@Tadeusz
Cześć, uczenie się na własną rękę zawsze ma sens i generalnie jest jedyną słuszną drogą w informatyce. Pójście na uczelnie zaczynającej się od skrótu PWSZ źle wróży. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że nie będzie to uczelnia renomowana. Jeżeli zależy Ci na zdobyciu solidnej wiedzy to uczelnia zaczynająca się od skrótu PWSZ nie zapewni Ci tego. Na Twoim miejscu naprawdę celowałbym w znane polskie uczelnie, które mogą poszczycić się osiągnięciami i dobrym zapleczem naukowym. Odpowiadając na Twoje pytanie, możesz zdobyć tytuł inżyniera gdziekolwiek 3.5 roku a później wskoczyć np. na Politechnikę Krakowską na magisterkę 1.5 roku. Możesz wskoczyć też na AGH i na każdą inną uczelnię. Niestety, jak każdy kto ukończył „inną” uczelnie będziesz musiał zdać tzw. egzamin inżynierski. Wygląda jak mała matura ale pytania są tylko ze studiów inżynierskich. Sprawdzałem wiele arkuszy wielu renomowanych polskich uczelni i zawsze są tam zadania z matmy, programowania i algorytmiki (matma stanowi około 70% a algorytmika i programowanie 30%). Generalnie egzamin nie należy do najłatwiejszych, przykładowe arkusze można znaleźć w internecie. O wiele lepszym rozwiązaniem jest trzymanie się jednej uczelni przez cały okres zdobywania wiedzy, swoich absolwentów przeważnie uczelnie biorą w ciemno niezależnie od wyników egzaminu inżynierskiego, a niektóre go nawet nie wymagają (np. Politechnika Krakowska, ale nie dla studentów z zewnątrz).

Patrząc z perspektywy czasu osobiście nie wybrałbym już Politechniki Krakowskiej tylko prawdopodobnie UJ (nie dają tytułu inżyniera, za to mają więcej potrzebnej matmy, algorytmiki oraz mniej pierdół w stylu grafika, CADy, elektrotechnika). Na pewno masz swoje powody dla których zastanawiasz się nad tą uczelnią a nie inną, jednak przemyśl sobie to wszystko na spokojnie. Poziom kształcenia w Polsce spada drastycznie z roku na rok, dzisiejszy magister umie tyle co dawniejszy technik, dzisiejszy doktor umie mniej niż dawniejszy magister. Każdy o tym wie. W niektórych korporacjach osoby, które ukończyły podejrzane uczelnie zostają z góry skreślone przy rekrutacji. Mniejsze firmy i prywaciarze to wiadomo, raczej patrzą tylko na umiejętności. Papier dobrze mieć, kiedyś będzie to as w rękawie targując się o podwyżkę lub pozycję w firmie budując swoją karierę. Na jakiej uczelni zostanie zdobyty to już kwestia poboczna, jednak moim zdaniem trzeba celować jak najwyżej. Poziom dzisiejszych studiów jest tak niski, że każdy jest w stanie zdobyć tytuł mgr inż. Nie ma potrzeby wybierać gorszych uczelni przez strach, na uczelniach ze „średniego koszyka” też przechodzi każdy kto chce się uczyć.

Jeżeli mogę coś doradzić to przede wszystkim pierwszy stopień studiów zrób dziennie, abyś miał czas na projekty, naukę i poznawanie ludzi. Studia zaoczne to zło i nieporozumienie. Jestem coraz starszy i coraz bardziej zmienia się mi światopogląd, jednak co do studiów zaocznych nigdy nie zmienię zdania a wręcz przeciwnie, mam coraz więcej argumentów i dowodów na to, że studia zaoczne to nie studia. Jak pierwszy stopień ukończysz dziennie, drugi będziesz mógł ciągnąć zaocznie pracując na boku i zdobywając doświadczenie zawodowe. Nie sugeruj się za bardzo komentarzami pod tym artykułem, bo studiów zaocznych honorowo bronią tylko Ci, którzy studiują zaocznie. Gdybym u mnie na roku spytał co sądzą o studiach zaocznych usłyszałbym tylko salwę śmiechu.
Pozdrawiam, życzę sukcesów i mądrych decyzji

Użytkownik Praktyka zamiast studiów napisał:

14 października 2016


Fakt, studia zaoczne wyglądają zupełnie inaczej niż studia dzienne. Sam na 3 roku rzuciłem studia dzienne na PWr i poszedłem do pracy. I powiem Ci, że była to najlepsza decyzja jaką podjąłem do tej pory. Ze względu na doświadczenie, praktyczną wiedzę i umiejętności zarabiam znacznie większe pieniądze, niż znajomi, którzy zostali na studiach i uczyli się kompletnie nieprzydatnych, przestarzałych technologii i suchej teorii. Teraz robię sobie studia zaoczne, na tej samej uczelni, na luzie, bez spinania się. Tylko po to, żeby mieć papier, nie liczę na to, że czegokolwiek się nauczę. Zależy co jest dla kogoś ważne: dla jednych bezsensowne zaliczanie kolejnych nieprzydatnych przedmiotów, a dla innych wiedza praktyczna (której swoją drogą nie można mieć bez wiedzy teoretycznej)

Użytkownik Karol napisał:

15 października 2016


Doświadczenie zawodowe można zdobywać właściwie do starości – przez całe życie. Wiedzę akademicką mogłeś zdobywać tylko kilka lat temu, przez krótki okres czasu, jednak stwierdziłeś że nie jest Ci to potrzebne. Technologie na studiach nie są przestarzałe i niepotrzebne, mimo że rzeczywiście są przestarzałe. Studiowanie informatyki to nie to samo co konfigurowanie serwerów lub pisanie programów w późniejszej pracy zawodowej. Studia to nie praca, praca nigdy nie zastąpi studiów a studia nie zastąpią pracy. Praktyka nigdy nie zastąpi zgłebiania teorii w wielu różnych kierunkach skupionych wokół informatyki. Zrezygnowanie ze studiów dziennych nie ma żadnego sensu, chyba że jest podyktowane prywatnymi powodami.. Czasem po prostu tak trzeba wybrać, gorzej gdy ktoś próbuje studia przeskoczyć myśląc, że nie zdąży z karierą.

Użytkownik aaaaa napisał:

18 grudnia 2016


„Nie biorą pod uwagę faktu, że Mirek nauczył się programować (więc ma w swoim ręku narzędzie) ale nie ma bladego pojęcia o żadnej innej dziedziny nauki. Dlatego teraz Mirek naddaje się jedynie do rozwiązywania zadań maturalnych z informatyki, a inni ludzie posiadający szerszą wiedzę, będą tworzyć oprogramowanie dla elektrotechników, projektantów czy sektora medycyny.”

Nie jest to żadną regułą.

Ile na świecie jest softu od rzeczy wręcz trywialnych, wymagających maksymalnie e.g matematyki na poziomie szkoły średniej, a ile jest takich smaczków na poziomie „sektora medycyny”?

Użytkownik Wojtecki napisał:

19 grudnia 2016


Autor wpisu przesadza z dzieleniem na studia dzienne oraz zaoczne. Studiuję zaocznie na publicznej politechnice i mam porównanie, materiał jest identyczny choć z niektórych przedmiotów odrobinę okrojony (dla zainteresowanych proponowane są dodatkowe uzupełniające źródła) co moim zdaniem wychodzi na plus. Zaliczenia, labki, projekty – to samo, może z drobnymi różnicami z niektórych przedmiotów.

Jedyną znaczącą różnicą jest ilość czasu poświęconego dla studenta, zaoczni w teorii mają gorzej, ponieważ zazwyczaj w tygodniu pracują, ale nic nie stoi na przeszkodzie w konsultacjach z pracownikami akademickimi oraz uczestniczeniu w dodatkowych aktywnościach np. kołach studenckich. Sam mam wykładowcę, który wręcz co chwilę informuje i proponuje dołączenie, albo przyjście na spotkanie organizacji, bo będzie coś fajnego. Nie ma znaczenia czy dzienny czy zaoczny – każdy traktowany jest równo. Nie tak dawno wykładowca poinformował nas o zmianie tematyki labek, bo muszą być takie same jak na dziennych, a wcześniej planował coś innego.

Także takie wychwalanie i wojenki typu stacjonarny vs niestacjonarny można sobie podarować. Tak samo prywatna vs publiczna szkoła – wszystko zależy gdzie trafisz.

Użytkownik Karol napisał:

19 grudnia 2016


@Wojtecki
Dzięki za rzetelną opinię. Niestety w komentarzach pod tym postem jest też taka zależność, że studia zaoczne są bronione przez studentów zaocznych. Jest to naturalna ludzka cecha, każdy broni swojego. Natomiast moi znajomi w pracy, którzy po studiach dziennych przeskoczyli na zaoczne ponieważ nie udało im się pogodzić ilości nauki z pracą, mają całkiem odmienne opinie od Twojej. Pozostają też statystyki i badania rynku pracy. Skąd się one biorą?

Użytkownik Rafal napisał:

04 lutego 2017


Temat fajny, ale wypowiada sie tu wielu nieudacznikow ktorzy wrecz ‚zjedli’ autora. Wypowiadajacy sie tu to glownie ludzie po studiach humanistycznych, albo po ‚informatyce’ na PWSZ czy prywatnej szkolce czy innym badziewiu, albo ‚studenci’ czy tez ‚absolwenci’ ‚studiow’ zaocznych.
Generalnie nieudacznicy i niedojdy, ktorzy mieli za niski iloraz inteligencji aby wysoko napisac mature i zostac przyjetym na normalne stacjonarne studia na porzadna uczelnie jak PWr, czy PW, na kierunek Informatyka. Takie cos to tylko dla najlepszych.
Ci tzw. ‚praktycy’ ktorzy sie tu wypowiadaja to z reguly wlasnie tacy. Czyli gorszy sort, ludzie ktorzy przegrali walke z rowiesnikami o indeks informatyki stacjonarnej na PW czy AGH. Ludzie o nizszym ilorazie inteligencji, slabsi mniej utalentowani.
Przykre
Pozdrawiam, INŻYNIER informatyki z Warszawy, z 5 letnim doswiadczeniem komercyjnym (to firmy bily sie o mnie a nie ja o nie ;))

Użytkownik Tadeusz napisał:

18 lutego 2017


Czytają ten tekst nie mogę się oprzeć wrażeniu, że niemalże nienawidzisz uczelni prywatnych jak i studiów zaocznych.
Zupełnie nie rozumiem po co jest ten tekst – żeby usprawiedliwić w ten sposób własne studia? :)
Jeszcze musi kolega trochę dojrzeć.

Użytkownik Karol napisał:

18 lutego 2017


Nie, że ich nienawidzę – ponieważ nie mam takiego powodu. Bardziej nie trawię, ponieważ co 2 osoba w moim wieku ma magistra pracując później fizycznie lub na kasie w sklepie – do tego doprowadziły te różne szkoły stale zaniżające poziom studiów w Polsce.

Użytkownik Marek napisał:

24 lutego 2017


Mam 44 lata, studiuję właśnie informatykę. Zaocznie rzecz jasna, w Krakowie. I jakoś mi chyba umknęło zjawisko tu wspominane – ci biedni magistrzy pracujący na kasach w sklepie z „winy” uczelni prywatnych. Sam już nie jeden raz byłem na różnych rozmowach kwalifikacyjnych i poza jednym bzdurnym przypadkiem zawsze sprawdzane były umiejętności praktyczne, nie poziom wiedzy akademickiej. Sprawa prosta – umiesz, zrób, MOŻE cię zatrudnimy. Kandydatów wielu, można wybierać.
A uczelnie zaoczne nijak się mają do tego stanu rzeczy. Dla pracodawcy istotne są efekty pracy, czyli kasa którą z tej pracy ma. Jakie ma znaczenie system studiów? Kto na serio chce, ten się nauczy.
Pytanie – gdyby nagle „wcięło’ studia zaoczne – taki ktoś jak ja miałby pozostać robolem, bo kiedyś nie poszedł na dzienne? Bez względu na przyczynę? Byłem za to w wojsku. Takim prawdziwym.
Nie mam nic do nikogo, żyj i daj żyć innym. Staram się rozumieć racje młodszych i starszych, ale jak ktoś lamentuje i obwinia co popadnie to jakoś nie nadążam.
Poza tym fajna strona i ciekawe rzeczy na niej.
Pozdrawiam.

Użytkownik mch napisał:

02 marca 2017


Z jednej strony wypowiadają się tu ludzie, którzy nie poszli na studia, więc cisnął innym, żeby poprawić swoje samopoczucie. Z drugiej tacy jak Rafał, kilka postów wyżej, zakompleksieni i mali, którzy próbują wykształceniem zrównoważyć swoje problemy natury psychicznej. Zrozum ‚człowieku’, że nie każdy od dziecka jest prowadzony za rączkę przez rodziców, którzy dbają i interesują się ich edukacją. Jeśli ktoś poświęcił x czasu na naukę a ty 10000x to po czym stwierdzasz, że jesteś od niego bardziej inteligentny? Bo dostałeś się na lepszą uczelnię? Żeby dobrze zdać maturę nie trzeba mieć 200IQ tylko poświęcić jakąś czas na przyswojenie i zrozumienie tych wiadomości. Komuś zajmie to mniej, komuś więcej a ktoś inny to oleje, bo mu się nie chce. A co do studiów – z doświadczenia – w większości liczących się firmach musicie mieć wykształcenie – inż dobrego kierunku + angielski(must have) + znajomość tematu wystarczy, mgr to dodatek jak ktoś chce, nie wpływa to w ogóle na wysokość zarobków. Poza tym w pracy wiedza to za mało, liczy się komunikatywność, organizacja i szeroko rozumiana ‚ogarniętość’. Nikt nie będzie chciał współpracować z kolesiem, który się nie odezwie a gdy przychodzi deadline okazuje się, że cały team jest w d… – dotyczy to ogólnej branży inżynierskiej, bo nie pracuje stricte w infie. Taki Rafałek wygląda mi na standardowego karierowicza, może poczuje kiedyś złudną władzę ale ludzie będą nim gardzić i życzyć wszystkiego najgorszego. Trochę smutne, że ktoś w tym wieku ma tak niskie poczucie własnej wartości, że chwali się swoim wykształceniem :)) Mam nadzieje, że nigdy nie będziemy współpracować :)
Pozdrawiam

Użytkownik piotrek-seniorek napisał:

11 marca 2017


Bardzo fajny i napisany dobitnie artykuł. Można mieć takie, czy inne zastrzeżenia, ale prawda jest taka jak tutaj kolega opisał: trzeba się dobrze zastanowić, na jakie studia pójść. Skończyły się czasy ( chyba?) kiedy na studia szło się tylko po to, żeby przedłużyć sobie tzw. młodość. Czyli jeszcze przez te kilka lat poimprezować. Skończyły się już na szczęście te czasy, kiedy ludzie uciekali na studia przed wojskiem. Byle gdzie, byle tylko nie do woja. Teraz wybór studiów powinien mieć bezpośredni związek z tym co chcemy robić w życiu. Chociaż wiadomo, że mając 19 czy 20 lat młody człowiek, nie zawsze wie co chce robić. Często ludzie robią zupełnie co innego po studiach , nie związane z kierunkiem , wykształceniem. Ja tak zrobiłem: skończyłem technikum budowlane , potem studiowałem polonistykę, a teraz prowadzę sklep internetowy, handluję w internecie. Pytanie zasadnicze: czemu do cholery nie kontynuowałem kierunku po technikum i nie poszedłem na budownictwo. A potem nie pracowałem i zdobywałem doświadczenie w budownictwie?? Powiem na koniec tylko tyle że koledzy, którzy pracują w branży żyją sporo lepiej ode mnie. Ci, którzy poszli do pracy związanej ze skończonym kierunkiem technicznym.

Użytkownik teodycea napisał:

11 marca 2017


Przyjacielu drogi, tekst piekny w tresci, ochydny w formie. Bardzo Cie prosze, kup dowolne repetytorium do jezyka polskiego i skrupulatnie przestudiuj. To nie hejt, to proba pomocy. Wierze, ze nie zabierze Ci to zbyt duzo czasu, bo zdolny z Ciebie mlody czlowiek. Pozdrawiam serdecznie i licze, ze nie poczujesz sie urazony. Pozdrawiam serdecznie, Teodycea.

Użytkownik Marcin napisał:

30 marca 2017


Bez przesady z tymi zaocznymi nie jest tak źle, na politechnice w Poznaniu studenci mają bardzo zbliżony poziom do dziennych, chociaż są też politechniki (zatrzymam dla siebie) gdzie tylko pobiera się czesne i rozdaje zaliczenia. Dodam, że mam porównanie bo studia drugiego stopnia odbyłem zaocznie (+ pracowałem) – jednak jeśli, ktoś ma opcję to warto chociaż tego inż. zrobić dziennie. Dziś uczelnie i pracodawcy idą też na rękę studentom więc można spróbować pracować i studiować dziennie.

Użytkownik Mateusz napisał:

01 sierpnia 2017


Witam, mam pytanie do Ciebie Karolu.

W jaki sposób można nauczyć się programowania w sensie pisania skomplikowanych programów, a nie samego języka programowania? Większość tutoriali przedstawia bardzo proste metody programowania, zastanawia mnie jednak jak można nauczyć się przekładania np. algorytmu którego opis przedstawiony jest w książce na kod? Zastanawia mnie szczególnie ten najtrudniejszy moment w programowaniu. Sam jestem zdumiony w jaki sposób programiści są w stanie przełożyć abstrakcję na ciąg kodu.

Proszę o odpowiedź.

Użytkownik Karol napisał:

01 sierpnia 2017


@Mateusz
Cześć, ogólnie temat o którym wspomniałeś jest dość trudny. Programowanie jest bardzo, bardzo podobne do matematyki, na początku ciężko sobie wyobrazić jak byłbym w stanie rozwiązać trudne matematyczne zadania ucząc się podstaw w gimnazjum/szkole średniej. Jednak wałkowanie tego samego materiału w koło rozwija i otwiera umysł na coraz trudniejsze zadania matematyczne. Tak samo działa programowanie. Wałkowanie podstaw programowania, a następnie kolejnych języków, stawia nas przed wieloma problemami i trudnymi kwestiami. Rozwiązując te problemy, jesteśmy w stanie pisać i rozumieć coraz bardziej skomplikowane rzeczy. Nauka programowania ma często trzy etapy: 1) czarna konsola (która wydaje się bezużyteczna), 2) pisanie pierwszych programów z GUI (które w końcu ładnie wyglądają), 3) powrót do konsoli (i pozostanie w niej na zawsze). Choć zadania i programiki klepane w konsoli wydają się „głupie”, są tak naprawdę sednem i fundamentem programowania. Dlaczego programowanie wydaje się tak niezrozumiałe? Ponieważ matematyki ludzie uczą się od urodzenia przez dziesiątki lat, natomiast programowanie widzą pierwszy raz dopiero na studiach. Gdyby programowanie było nauczane stopniowo już od 4 klasy podstawówki, ludzie postrzegaliby to dokładnie tak samo jak matematykę (czyli ciężko się jej nauczyć, bo jest nauką wysoce nienamacalną, a jedynym sposobem bycia dobrym to tysiące rozwiązanych zadań). Podobną analogią jest nasze znakomite posługiwanie dziesiętnym systemem liczbowym, którego dzieci uczą się od wczesnych lat życia. Posługiwanie się systemem heksadecymalnym, oktadecymalnym lub binarnym sprawia ludziom trudności, ponieważ nikt tego nie ćwiczy. Każda napisana linijka kodu, zadanie maturalne rozwiązane w brzydkiej czarnej konsoli itd., przybliżają nas do pisania większych, bardziej skomplikowanych programów czy nawet systemów. Czasem oprócz własnych ćwiczeń fajnie pogadać z jakimś doświadczonym programistą, który opowiadając nam o architekturze dużych systemów bardzo szybko rozjaśni nam duże fragmenty niewiedzy.

Użytkownik Adrian napisał:

29 września 2017


Studia zaoczne to kupienie papierka. Większej bredni nie słyszałem.Co Ty możesz wiedzieć o studiach skoro uczyć się na PK i jeszcze na wydziale mechanicznym. Ciekawe czemu tak słabo w rankingach wypada? Z tego co wiem to beznadziejna uczelnia. Także myślę, że nie jeden z ZAOCZNYCH ma wiedzę dużo większą od Ciebie :-) Trochę pokory i szacunku by się przydało.

1 2 3

Zachęcam Cię do zostawienia komentarza!

Ilość znaków: 0